niedziela, 1 marca 2015

8 ~~ Dajcie mi po prostu święty spokój

            W tym samym dniu, wieczorem, Draco był u Jean. Kobieta razem z bratem – nim pojechał do Hogwartu – uzgodniła, że ojciec zostanie pod opieką Jean i Alexandra Zabinich. Był to dobry pomysł by nie zostawał sam w domu, w którym są pamiątki i wspomnienia o Hermionie na każdym kroku. Bała się, że znów mu coś odbije. Malfoy opowiedział swoim bliźniaczym dzieciom o spotkaniu ze swoją zmarłą żoną nad jeziorem. Byli zaskoczeni. Wprawdzie tak samo było przy Narcyzie Maloy, a jednak była to dla nich „niespodzianka”.
            Właśnie wrócił ze sklepu, który był otwarty całą dobę, z zakupioną wódką. Przekradł się cicho do swojego tymczasowego pokoju i zamknął za sobą drzwi. Ukrywał alkohol by nikt z Zabinich się o tym nie dowiedział, bo w końcu w domu był Jason, który miał 4 lata. Jednak miał taką chęć po prostu się upić do nieprzytomności i nigdy się już nie obudzić. Chciał być obok Hermiony. Obok swojej żony.
            Usiadł na skraju łóżka. Patrzył przez chwilę na butelkę. Nie pił od czasów Hogwartu. Nie pamiętał jak to jest być pijanym. Nigdy jeszcze jednak nie chciał się upić do stracenia świadomości.
            Otworzył butelkę i zaczął pić. Tak teraz przelewał swój smutek, żal, gniew, rozpacz…
            Gdy tylko kończyła mu się zawartość naczynia, to zaklęciem uzupełniał pojemnik kolejnymi litrami alkoholu.
            Kiedy pił już siódmą butelkę odłożył ją z zamglonym wzrokiem na stolik nocy i opadł na materac, zamykając oczy.
~*~
            – Możecie się w końcu ode mnie odczepić? – warknęła.
            Stephanie szła wzdłuż jednego z korytarzy Hogwartu. Chciała pozbyć się Stephana, Leona, Tobiasa i Simona. Czego oni od niej chcą?! Stephana to rozumie. Może chce z nią porozmawiać. Jednak ona nie ma najmniejszej ochoty wdawać się w nim w jakąkolwiek rozmowę. Ale ta trójka?
            No dobrze. Wprawdzie z każdym śpiewała chociażby po jednym wersie patrząc na nich, i wymieniając uśmiechy, ale ona się uśmiechała tylko dlatego, że czuła w sobie tą piosenkę! Nikt z nich jej się nie podobał. No może trochę Leon, ale nie… Ona kocha Stephana. Lecz on… kocha Kaję.
            – Ale Stephanie! – zawołali jednocześnie chłopcy, których dopiero dzisiaj poznała.
            – Powiedziałam coś! – odwróciła się gwałtownie w ich stronę. – Nie chcę z żadnym z was rozmawiać! A w szczególności z tobą, Cant!
            – Ale… – zaczął.
            – Nie ma żadnego cholernego „ale”! – Zacisnęłam powieki. – Dajcie mi po prostu święty spokój – dodała, już nie tak pewnym siebie głosem. – Zostawcie mnie samą…
            Zmierzyła szybko w kierunku salonu Krukonów. Wiedziała, gdzie co jest, ponieważ Stephan – nim się pokłócili – jej wszystko opowiedział. Odpowiedziała na zagadkę i weszła. Usiadła na kanapie przed kominkiem, zdjęła buty i podkuliła nogi, które następnie objęła. Schowała w kolanach twarz i się rozpłakała.
~*~
            Znajdował się na jakimś pustkowiu. W oddali widział las. Rozejrzał się dookoła. Nie rozpoznawał tego miejsca. Miał na sobie ubrania z XIX wieku. Wyglądał na kogoś, kto wędruje przez cały czas w świecie. Nie wiedział o co z tym wszystkim chodzi.
            Spostrzegł jakąś tabliczkę. Podszedł do niej i musiał zmrużyć oczy by to rozczytać.
            Nagle usłyszał jakieś gwałtowne i mocne uderzenie w ziemię. Odwrócił się w tamtym kierunku.
            – Blaise? Ron? Co wy tu u diabła robicie?
            – W końcu jestem diabłem – zaśmiał się Zabini. – Gdzie my jesteśmy?
            – Pewnie na jakimś opustoszałym targowisku – zażartował Weasley.
            Towarzysze byli podobnie ubrani, tak jak Draco.
            – Bądźcie cicho… – mruknął blondyn i spojrzał ponownie na tabliczkę.
            – Co tam jest napisane? – Brunet podszedł do swojego przyjaciela.
            Wziął głęboki wdech. Zaczął czytać na głos:

„Przed siedmioma zadaniami i siedmioma grzechami, chcę Wam coś oświadczyć.Musicie iść przez ścieżkę, inaczej bowiem będziecie wędrować wokoło.Idźcie drogą jeszcze kawałek, nie będzie dla Was wyjścia żadnego.”

            – „Wyjścia żadnego”?
            – Czyli musimy iść przez tą ścieżkę – oświadczył Draco.
            – Ale dlaczego tak właściwie? – Blaise zmarszczył brwi.
            Były Ślizgon spojrzał w przestrzeń. Właśnie. Dlaczego? Czuł, że.. że muszą iść. Nie bez powodu by tutaj wylądowali. A jak tutaj wylądowali, tego nie wiedział.
            Po chwili spostrzegł jakiegoś orła. Śledził go wzrokiem. Ptak okrążył go nad nim i upuścił mu kawałek pergaminu. Złapał go i przeczytał. Od razu zrozumiał.
            – Draco? – odezwał się po chwili brązowooki.

            – Musimy iść. Hermiona czeka.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
No.. Coś mamy :3 
Wiem krótkie, ale za to: Macie tutaj rozpoczęcie GŁÓWNEJ fabuły V części "Zakazanej" ;)
Pozdrawiam!
Kaja
PS: Zapraszam do poradni! (link na boku w liście moich blogów xd)
PPS: Jeny... Za 8 dni będzie druga rocznica mojego bloga.. Tyle czasu minęło :') Może będzie miniaturka, a może nawet wyrobię się z rozdziałem? :D 
-----------
Cytat przetłumaczony (sama przetłumaczyłam xd) z książki "Das Haus Anubis - Pfad der 7 Sünden" - rozdział 7 strona 43

sobota, 14 lutego 2015

7 ~~ Jakie przepisy?

            Pociąg właśnie zatrzymał się na stacji w Hogsmeade – w jedynym na świecie miasteczku, który jest zamieszkiwany przez samych czarodziei. Stephanie ostatnie minuty drogi spędziła na korytarzu po tym, jak zostawiła Canta samego w pociągu. Starała się odtrącać myśl, iż widzi w niej Kaję. Nie chciała tego… Nie tego.
            Wyszła z transportu, przebrana już w szkolną szatę, i się rozejrzała. Było ciemno. Spostrzegła jakiegoś mężczyznę, coś około czterdziestki. Miał rude włosy i potężną muskulaturę. Nawołał pierwszaków, którzy poszli za nim, a ona podążyła za większością uczniów.
~*~
            Wszyscy pierwszoroczniacy zostali już przydzieleni do domów. Starała się wtapiać w tłum uczniów, bo nie wiedziała, co ma ze sobą począć.
            – To jeszcze nie koniec ceremonii! – zawołał dyrektor Hogwartu, którym był… Harry Blaise Malfoy. Jej brat. – Została nam jeszcze jedna dziewczyna do przydziału. Profesor Hoppe – spojrzał znacząco na jedną z profesorek, która odczytywała nazwiska uczniów, którzy czekali w kolejce do przydzielenia ich do odpowiadającym im domów.
            – Malfoy Stephanie! – zawołała.
            Blondynka zamarła. Przeszła przez całą salę. Zgromadzeni wlepiali w nią swój wzrok. Nienawidziła być w centrum uwagi. Na pewno wszyscy wiedzą, co takiego jej siostra uczyniła w dniu premiery tego lata.
            Usiadła niepewnie na stołku. Z racji tego, iż Tiara Przydziału została zniszczona trzynaście lat temu, z powodu tego, że była horkruksem Voldemorta, Harry podszedł do niej z misą, w której była złocista ciecz. Zerknęła na niego niepewnie. Nie uważała na to, jak to robili inni.
            – Zanurz twarz, tak jak do myślodsiewni, jak ci z Jean pokazywałem – szepnął ukradkiem.
            Ujęła delikatnie brzegi misy i nachyliła się, po czym zanurzyła w niej twarz. Przed oczami przeleciały jej wszelkie uczynki, które popełniła przez ten krótki czas. Te dobre jak i złe. Kiedy obrazy zniknęły, wyprostowała się, wynurzając głowę z wody. Zabulgotało. Z wnętrza naczynia wystrzeliły promienie i nad nią pojawił się ogromny napis „RAVENCLAW”. Na szacie po lewej stronie pojawiło się godło Roveny Ravenclaw.
            Blondyn odsunął się, a cały stół Krukonów wstało z miejsc i klaskali uroczyście. Zeszła ze stołka i chciała szybko podążyć do osób, z którymi będzie dzieliła Pokój Wspólny, jednakże profesor Hoppe ją przytrzymała, by nie zeszła z podestu. Spojrzała na nią zdziwiona.
            – Musimy się trzymać przepisów! – powiedziała głośno, patrząc na uczniów. – Poproszę na środek czterech chłopców z domu Ravenclaw na środek, między innymi: Sevon Simon! Roth Tobias! Castiio Leon! Cant Stephan!
            Stephanie zamarła. Cant jest w domu, do którego została przydzielona? Co takiego mieli zrobić? Opowiadał jej coś o tym, jednak… nie pamiętała, co.
            – Jakie przepisy? – spytała szybko, nieco spanikowana. Skoro miał brać w tym udział Stephan… To tym bardziej zaczęła się obawiać tego, co on może zrobić.
            Kobieta dała jej małą karteczkę i szybko ją przeczytała. Otworzyła szeroko oczy. No to wpadła…
            – Jaka piosenka? – spojrzała na chłopaków.
            Stephan uśmiechnął się chytrze.
            – Ta, którą zawsze nucisz w pokoju. „Count in on You”.
            Zamarła. Zawsze słuchała tej piosenki, kiedy było jej źle. A teraz ma to zaśpiewać? Razem z nimi? Mimo że się strasznie wstydzi?
            – Podzielimy się – dodał. – Ty jako Jordin. Tobias jako Kendall. Simon będzie Loganem. Carlosem Leon, a ja Jamesem.
            Zaniemówiła bardziej. Skoro Stephan ma śpiewać wersy Jamesa z BTR… To jest idealne dopisanie ich uczuć do siebie… Wiedziała, że wszyscy studenci Hogwartu tylko na to czekają. Nie miała innej opcji. Blondyn o zielonych oczach, który był Leonem wskazał jakimś gestem dłoni w kierunku pani Hoppe i rozległa się odpowiednia piosenka… Na uszach pojawiły się mikrofony, które się ma na koncertach.
[STEPHANIE] Mmmm...
[TOBIAS] Yeah, yeah...
[STEPHANIE] Uuuaa... Noo...
[STEPHAN] Ohhhh...

[STEPHANIE] Now, I'm about to give my heart
So remember this one thing
I have never been in love before
So you gotta go...
[TOBIAS I STEPHANIE] ...easy on me
[TOBIAS] I heard love is dangerous
And once you fall you never gest enough
But the thought of you leaving
Ain't easy for me

[STEPHANIE] Don't hurt me
[STEPHAN] Eh eeh eh...
[STEPHANIE] Desert me...
Don't five up on me
[SIMON] What woulf I wanna do that for?
[WSZYSCY] Don't use me
Take advantage of me
[STEPHNIE] Make me sorry
I ever counted on you

[CHŁOPCY] 1, 2, 3, 4 to the 5
[STEPHANIE] Baby, I'm counting on you
[CHŁOPCY] 1, 2, 3, 4 to the 5
[STEPHANIE] Baby, I'm counting on you
[CHŁOPCY] 1, 2, 3, 4 to the 5
[STEPHANIE] Baby, I'm counting on you
[CHŁOPCY] 1, 2, 3, 4 to the 5
[STEPHANIE] Baby, I'm counting on you

[TOBIAS] I understand I have been here before thought
I found someone I finally could adore
[LEON] But you failed my test
Gotta know her better
[LEON I STEPHANIE] So I wasn't the only one
[STEPHAN I STEPHANIE] But I am willing to put my trust in you..
Baby you can put your trust in me
[LEON I STEPHANIE] Just like a count of 3...
You can count on me...
And your never gonna see
[SIMON] No numbers in my pocket
[STEPHANIE] Noo...
[SIMON] Anything I'm doing girl I'll...
[SIMON I STEPHANIE] ...drop it for you
[STEPHAN I STEPHANIE] Cuz you're the one
I'm giving my heart to but
I gotta be the only one

[WSZYSCY] Don't hurt me...
Desert me...
Don't give up on me
[SIMON I STEPHANIE] What would I wanna do that for?
[WSZYSCY] Don't use me
Take advantage of me
[STEPHANIE] Make me sorry
I ever counted on you

[CHŁOPCY] 1, 2, 3, 4 to the 5
[STEPHANIE] Baby, I'm counting on you
[CHŁOPCY] 1, 2, 3, 4 to the 5
[STEPHANIE] Baby, I'm counting on you
[CHŁOPCY] 1, 2, 3, 4 to the 5
[STEPHANIE] Baby, I'm counting on you
[CHŁOPCY] 1, 2, 3, 4 to the 5
[STEPHANIE] Baby, I'm counting on you

[STEPHANIE] I really hope you understand
That if you wanna take my hand
[STEPHAN] You should put yours over my heart
[STEPHAN I STEPHANIE] I promise to be careful from the start
[STEPHANIE] I trust in you with love in me
[CHŁOPCY] Very, very carefully
[STEPHANIE] Never been so vulnerable
[STEPHAN I STEPHANIE] Baby I'll make you comfortable!

[CHŁOPCY] 1, 2, 3, 4 to the 5
[STEPHANIE] Yeah...
[TOBIAS] Baby, I'm counting on you
[CHŁOPCY] 1, 2, 3, 4 to the 5
[STEPHANIE] Why would I want to do that... Hey, yeah...
[CHŁOPCY] 1, 2, 3, 4 to the 5
[SIMON] Baby. I'm counting in you
[CHŁOPCY] 1, 2, 3, 4 to the 5
To the 5...

[STEPHANIE] No, I'm about to give you my heart
So remember this one thing
I've never been in love before
Yeah you gotta go...
[WSZYSCY] ...easy on me...


            Skończyli. To było… Było takie… niesamowite. Stephanie aż czuła, jak jej serce mocniej biło, gdy tylko śpiewała ze Stephanem. Strasznie za nim wgłębi serca tęskniła. Jak był moment, kiedy z kimś razem śpiewała, zwracała swój wzrok na danego chłopaka. Jednakże kiedy patrzyła na niego, to spoglądała mu głęboko w oczy. Miała tylko nadzieję, że to był jej głos, jej oczy, a nie Kai, która w pewnym sensie… odbiera Stephanie Stephana.
~~~~~~~~~~~~~~~~
Tak, znów się pojawiła piosenka xD
Myślę, że to już ostatnia piosenka w piątej części "Zakazanej". Wybaczcie mi za to, jednak teraz jestem z muzyką (w szczególności BTR) zżyta i... No po prostu wpadłam na pomysł xD Radzę Wam nie zapomnieć o Leonie, Tobiasie i Simonie ;3 Bo będą się pojawiali <tajemniczy_uśmiech>
No cóż... Wiem, nie ma tu Dracona, wiem XD Ale on będzie ;) Fabuła piątego tomu jest jakby podzielona na dwie części - tak samo jak było w przypadku "Till I Forget About You" (III tom), jednakże chyba nic się tu nie będzie to łączyło ze sobą, ale kto wie xd
Jak sądzicie, z kim jest związany tytuł "Przez siedem grzechów"? Zauważcie, że każdy tytuł nawiązywał albo do Dracona, albo do Hermiony xD
Pozdrawiam!
Kaja.
PS: Nie wiem kiedy będzie rozdział na "Rodzinie Snape"... Mam nadzieję, że jak najszybciej, bo nawet jednego fragmentu nie mam napisanego! :c

piątek, 13 lutego 2015

6 ~~ Zdecyduj w końcu!

            Dwa tygodnie później, kalendarz wskazywał, iż nastał 1 września 2030 roku. Odjazd. Hogwart. Trzeci rok nauki Stephanie w tym magicznym świecie. Mogła być bliżej ze Stephanem, który zaś miał rozpocząć czwarty rok. Będzie go miała na co dzień. To był w zasadzie jej pierwszy rok, jednakże dzięki duszy Kai miała wiedzę, którą się nabywa wciągu dwóch pierwszych lat.
            Cieszyła się z tego wyjazdu. Jednak nie całkiem. Strasznie brakowało jej mamy. Patrząc na swoje lustrzane odbicie nie widziała radosnej, uśmiechniętej dziewczyny. Widziała trzynastolatkę o czekoladowych oczach i blond włosach, sięgających jej do pasa, ubrana w czarne spodnie z kompletem czarnej bluzki z krótkim rękawkiem i owiniętym w szyi czarnym szalem. Sama już nie wiedziała, co zrobić ze swoimi włosami. Spiąć je w wysoki kucyk, zapleść w grubego warkocz, który by przerzuciła z przodu na przód, czy po prostu zostawić je rozpuszczone.
            Jak zrobiłaby Kaja? Kiedy Harry dwa tygodnie temu powiedział jej, że była przez chwilę jej dawczynią duszy, miała coraz większy mętlik w głowie. Jak to w ogóle możliwe? Może właśnie te przemiany są odpowiedzią na pytanie: Dlaczego ze Stephanem jest tak bardzo blisko? Może właśnie to nie Stephanie jest z nim tak zżyta, tylko jej siostra, która grała razem z nim w „Just A Dream”? To mogło być bardzo prawdopodobne. W końcu byli w sobie zakochani. Zmarła panna Malfoy zbyt mocno go kochała, by pozwolić mu umrzeć z powodu braku dawcy serca. To się nazywa prawdziwa miłość… prawda?
            Spojrzała na swój nadgarstek na którym miała w formie zegarka swoją komórkę. Dotknęła szybkę i wpisała kod. Na ekranie pojawiło się zdjęcie jej z Stephanem. Tylko czy na pewno to była ona, a nie Kaja? Miała taką nadzieję.
            Nadusiła na ikonkę ze zdjęciem chłopaka. Czekała, aż odbierze. Kiedy zamilkł dźwięk łączenia, z ekranu wystrzeliły świetlne promienie. Na świecącym prostokącie, który był w wielkości monitora komputerowego, ujawnił się Cant. Najwidoczniej czegoś szybko szukał, gdyż spostrzegła porozwalane rzeczy w jego pokoju. Zwrócił wzrok na ekran, który i jemu się pokazał.
            – Włos ci stoi – odezwała się z chichotem. – Całkiem z przodu.
            Pogładził je od razu z cichym śmiechem.
            – A ty to w ogóle nie masz ogarniętej fryzury.
            – Wiem… – westchnęła.
            – Hej, coś nie tak? – zapytał, patrząc na nią uważnie.
            – Nic takiego, Stephan…
            – Przecież widzę, że coś cię gnębi Stephanie…
            – Nie przejmuj się tym. To naprawdę nic takiego…
            – Na pewno?
            Milczała. Pokręciła po chwili głową.
            – Możesz mi się zwierzyć.
            – Stephan… Ja… Nie wiem jak zacząć… To trochę skom…
            – Kochana wybacz, ale muszę kończyć. Opowiesz mi w pociągu. – Rozłączył się.
            Ekran z promieniami zniknął. Patrzyła na swój nadgarstek. Powiedział „kochana”… Ale mówił on do Stephanie czy… do Kai.
~*~
            – Tata pojedzie z nami do King’s Cross? – spytała niepewnie.
            – Tak, pojedziemy w trójkę skarbie – odpowiedziała Jean, poprawiając sweterek siostry. – Harry też chciał, jednakże praca mu to uniemożliwia.
            Pokiwała lekko głową. Miała nadzieję, że Draco puści ją bez problemu do pociągu. Jednak bała się go zostawiać bez swojej opieki. Bała się, że coś sobie zrobi. Postanowiła go o coś poprosić. Nie mogła o tym zapomnieć. Ostatnia szansa będzie tuż przed odjazdem, nim ostatecznie wsiądzie do pociągu i wyjedzie do kompletnie innego świata. Do tego, do którego należała.
~*~
            Znalazła w końcu wolny przedział. Zostawiła wejście otwarte. Dała torbę na siedzeniu tuż przy oknie i usiadła. Wypatrywała w tłumie ludzi swoją siostrę i swojego tatę. Spostrzegła ich. Widząc Dracona ubrany cały na czarno… On nawet chciał przed pogrzebem Hermiony przefarbować swoje włosy na czarno! Nawet nie chciał, by jego oczy były w jasnej barwie. Zbyt bardzo był przywiązany z kobietą jego życia. Na szczęście Harry przemówił mu do rozsądku.
            Kiedy poczuła charakterystyczne drgnięcie pociągu, podniosła się z siedzenia i podeszła bliżej okna, które otworzyła i się z nich wychyliła. Wyciągnęła rękę i machała im. Zobaczy ich dopiero w święta Bożego Narodzenia w grudniu…
            Usłyszała, jak drzwi się zamknęły. Nie odwracała się. Poczuła woń jego perfum. Wiedziała, że to Cant. Nie było innej możliwości. Stanął obok niej. Również się wychylił i pomachał swojej matce. Po chwili zniknęli za zakrętem. Stephanie zobaczy rodzinę dopiero za trzy miesiące… Trzy długie miesiące dalekiej i pierwszej rozłąki.
~*~
            – Co się w końcu dzieje? Wybacz, że urwałem połączenie, ale mama mnie wołała – westchnął ciężko. – Znów się z nią pokłóciłem. Jest coraz gorzej. A muszę z nią jeszcze wytrzymywać parę lat. Byle do osiemnastki i od razu się od niej wyprowadzę.
            – Ty się lepiej ciesz, że masz matkę przy życiu – mruknęła.
            – To cię gnębi? Że twoja mama odeszła do tego innego życia?
            – Nie, mimo że to boli, jednak coś mnie boli bardziej niż utrata rodzicielki…
            – Co takiego?
            Powiedzieć mu? Nie miała pojęcia. Bała się jego reakcji. Bała się, że ją wyśmieje. Bała się, że on po prostu wyjdzie z przedziału i zostawi ją samą.
            – Bo… Stephan… Ja… Coś do ciebie czuję… – szepnęła i uniosła na niego swój wzrok. – Kocham cię.
            Uśmiechnął się.
            – Ja ciebie też kocham – odszepnął z szerszym uśmiechem.
            – Naprawdę? – Jej kąciki warg się uniosły.
            – Naprawdę, Kaja – przybliżył się do niej, z zamiarem pocałowania jej.
            Jednak ona szybko wstała. Nie mogła w to uwierzyć. Powiedział do niej „Kaja”… On wyznał swoje uczucie nie Stephanie, tylko Kai…
            – Co jest?
            – Zdecyduj w końcu! – zawołała.
            Zmarszczył brwi.
            – Nie rozumiem…
            – Wyznałam ci właśnie miłość, a Ty… Ja nie jestem Kają do jasnej cholery!
            – Ale…

            – Dalej nie rozumiesz?! Kocham cię! Ja, Stephanie Liliann Malfoy! Zrozum! – Zgarnęła energicznym ruchem swoją torbę. – Nie jestem Kają, nigdy nią nie byłam i nigdy nią nie będę! – Wyszła z przedziału, zostawiając go samego.
~~~~~~~~~~~~~~
Kolejny rozdzialik powierzam w Wasze ręce :3 
Przypominam o mojej poradni!
Kaja.