wtorek, 1 października 2013

35 ~~ A całus na pożegnanie?

"Nigdy nie zapomnisz tego uczucia,
które jest takie piękne i łączy cię z ukochaną osobą..."

    Malfoyowie siedzieli w swojej sypialni w milczeniu. Analizowali te krótkie spotkanie z dziećmi. Zastanawiali się, co zrobili źle podczas ich wychowywania, że Jean jest taka i się tnie... Nagle rozległo się niepewne pukanie do drzwi. Potem drgnęła klamka. Wejście się otworzyło i wyjrzała zza nich Jen. Spytała niepewnie:
    -Mogę wejść...?
    -Wchodź. - odpowiedział blondyn.
    Uczennica weszła, zamykając za sobą drzwi. Oparła się o obok stojącą komodę. Spojrzała na rodziców. Wiedziała, że przed chwilą myśleli nad nią, bo nie rozmawiali.
    -Ja... Przepraszam. Nie powinnam tak była reagować. A z tym cięciem... To nie jest wasza wina. Nie jest wina naszej rodziny i przyjaciół. Ja to robię od końcówki wakacji, dlatego Harry tego nie zauważył, bo także rzucałam zaklęcia ukrywające... Naprawdę przepraszam. - w oczach zaczęły się zbierać jej łzy. Po chwili, Hermiona wstała z łoża, podeszła do jedynej córki, po czym ją do siebie przytuliła.
    -Mamo... nie płacz. Błagam. - odwzajemniła uścisk. Czuła, że Herma płakała. Słyszała jej cichy szloch. Po chwili dołączył do nich Draco. Czternastolatka poczuła się bezpieczna. Czuła, że nikt nie zniszczy jej rodziny.

~~*~~

    Po trzydziestu minutach, Malfoyówna wróciła do pokoju wspólnego prefektów. Było pusto.
    -Na pewno są u siebie, albo na błoniach... - pomyślała.
    Zmierzyła w kierunku drzwi do swojego dormitorium. Oczywiście panował w nim ład i porządek. Naszła ją ochota na napisanie jakiegoś fragmentu opowiadania. Z lekkim uśmiechem na twarzy podeszła do biurka, a gdy chciała usiąść na krześle, coś ją powstrzymało od tego czynu. Zauważyła na podręczniku do OPCM jakieś zdjęcie, obrócone w tył. Na białym polu widniało charakterystyczne pismo jej dobrego znajomego:

W sercu wciąż,
Chowam piękne chwile te
Gdy wiosenny spacer Nasz
Połączył Nas... *

    Było to pismo Alexandra. Przełknęła głośno ślinę, po czym powoli obróciła zdjęcie. Serce zaczęło jej szybciej bić, gdy widziała siebie, co wtedy zrobiła...

***
    -Dlaczego tyle sobie nawaliłam? - szepnęła do siebie Ginny, gdy weszła do swojego gabinetu i potem opadła na krzesło. - Powinnam była posłuchać Harry'ego i robić wszystko powoli, a nie wszystko na raz... Jestem głupia.
    Nagle rozległo się pukanie do drzwi.
    -Proszę! - powiedziała.
    W drzwiach stanął jej mąż. Wszedł do pomieszczenia, zamykając za sobą wejście. Podszedł do małżonki, po czym oparł się o biurko. Włożył swoje dłonie do kieszeni spodni.
    -Jak ci idzie z dzieciakami? - zapytał.
    -Kiepsko... - mruknęła. 
    -Trzeba było mnie słuchać.
    Ta spojrzała na niego jadowitym wzrokiem i szybko się od niej odsunął. Podszedł do drzwi. Oznajmił dla żartów:
    -Jeju... to chyba prawda co mówią ludzie. Rude zawsze wredne. Lepiej do rudych bez kija nie podchodzić. - roześmiał się, a małżonka z lekkim uśmiechem rzuciła w niego książką transmutacji dla początkujących.
    -Też cię kocham. Na razie kotku. - odparł i wyszedł.
***
    -Mogłem to zrobić wczoraj... Dlaczego ona musiała już nam dać wypracowanie do napisania... - pomyślał Harry, gdy przeczytał po raz piąty to, co napisał na wypracowanie na Obronę. Zwykle siostra mu w tym pomagała. No... czy to można nazwać pomocą? W tamtym roku większość wypracowań pisała za niego, po czym on tylko przepisywał. Ale coś za coś. Było różnie. Raz dostała od niego jakąś ładną sukienkę, która wpadnie jej w oko...
    -Tym razem sam to napiszę i ciekawe jak to będzie...
***
    Po policzku spłynęła jej samotna łza. Usiadła na krześle i nie odrywała wzroku od zdjęcia. Było to ich klasowe. Było one robione w przedostatnim dniu szkoły tamtego roku szkolnego. Wtedy... była jeszcze z Zabinim. Wszystkie cztery domy. Wszystkie dziewczyny (oprócz jej samej) siedziały na ławkach na przodzie. Za nimi stali chłopcy. Jen była pomiędzy Harrym, a Alexanem. Pamięta jeszcze co się działo, nim zostało zrobione te zdjęcie...

-Proszę. Jeżeli są tutaj jakieś pary, niech to pokażą. Niech się przytulą, albo coś. - powiedział fotograf, dając wskazówki, jak mają się ustawić. Jean się uśmiechnęła. Przybliżyła się do ukochanego, który objął jej talię ramieniem, a ona się do niego przytuliła, kładąc dłonie na jego torsie. 
-Wyglądacie, jakbyście byli tylko rodzeństwem, albo najlepszymi przyjaciółmi. Pokarzcie, że nie jesteście tylko przyjaciółmi. - szepnął w ich stronę Malfoy.
Para spojrzała na siebie. Przybliżyli swoje twarze bardziej do siebie, po czym po chwili złączyli swoje usta w delikatnym pocałunku.
-Uwaga! Już! - zawołał mężczyzna za aparatem.

    Wszyscy uśmiechnięci. Ona i on jedyni z zakochanych pokazali swoje uczucie. Ruchome osoby na zdjęciu, bardziej jej przypomniały ten moment. Widać, jak blondyn szepcze do pary, a oni potem składają sobie pocałunek.
    Odłożyła fotografię na biurku i otworzyła szufladę. Wyciągnęła z niego jakąś brązową, grubą książkę. Był to jej album, w którym miała zdjęcia, gdzie ona była z Alexanem. Nie umiała się ich pozbyć. Chciała pamiętać o tych pięknych chwilach spędzonych przy jego boku. Otworzyła i szybko przekartkowała stronice. Znalazła identyczne zdjęcie, które miała na meblu. Wyciągnęła z folii, odwróciła, sięgnęła po pióro i zaczęła skrobać:

Jeden chce mieć pieniądze
Inny chce zdrowym być,
A dla Mnie to najważniejsze,
Żeby szczęśliwym być. **

    Odłożyła wszystko na bok, wzięła do rąk ruchome zdjęcie ; zmierzyła ku drzwiom, które potem otworzyła. Przeszła do salonu i szybko podeszła do wejścia Puchona. Rozglądnęła się. Kucnęła, po czym zsunęła fotografię przed szparkę pod drzwiami. Wstała ; cicho zapukała i uciekła do siebie. Nie wiedziała, czy chłopak był u siebie. Rzuciła się na łóżko. Wzięła poduszkę, o którą się później oparła i zaczęła płakać. Nie wiedziała, co może poprawić jej humor.
    Po chwili namysłu doszła do wniosku, że jest coś, co poprawia jej humor. Wstała z łoża, podeszła do szafy, którą otworzyła i wyciągnęła z niej swoją, ciemnofioletową gitarę.
    Usiadła na swoim łożu. Oparła pudło gitarowe o kolano, oparła łokieć o bok. Lewą dłonią przycisnęła trzy strony, które były na akord D . Opuszkami palców prawej ręki, przejechała lekko po strunach, które wydały cichy, delikatny i łagodny dźwięk. Wzięła głęboki wdech, który potem powoli wypuściła. Wiedziała co chce zagrać. Wiedziała, jakie słowa miała ta piosenka. Chciała zaśpiewać po hiszpańsku, ale postanowiła, że zaśpiewa po angielsku. W oryginalnym języku. Ale znała także tekst po hiszpańsku, jednakże... wolała w tej chwili oryginalność.

Byłam smutna - byłam przybita
Tak zmęczona - że nie mogłam mówić
Byłam taka zagubiona, że niczego nie widziałam
Chciałam rzeczy, których nie mogłam dostać
I wtedy spotkałam ciebie, a ty mi pomogłeś
Pokazałeś, co mam robić
Oto dlaczego wracam do ciebie....

Tak jak gwiazda wiedzie statek przez ocean
Tak twoja miłość może zabrać mnie do domu, do ciebie
A jeśli pomyślę życzenie - sprawi, że będę tam gdzie ty
Wiem, że ten dzień nadejdzie już niedługo - tak wracam do ciebie...***


    Gdy zagrała ostatnie dźwięki, już rozkleiła się totalnie. Brakowało jej go. A nie mogła do niego pójść i z nim normalnie porozmawiać. Nie po tym, jak się dowiedziała, co takiego on powiedział Rafaelowi o niej. Takie słowo... takie obraźliwe...
    Ale nie będzie przecież tak uciekała od problemów. Opuściła lewą rękę i oparła czoło o bok instrumentu. Pozwoliła, by jej łzy płynęły po gitarze.
~~
    Zapukał. Nie otrzymał odpowiedzi, ale usłyszał jak ona cicho płacze. Przycisnął powoli i ostrożnie klamkę. Otworzył drzwi. Wyjrzał za nie. Spostrzegł, że szatynka siedzi na swoim łóżku z swoją gitarą i płacze. Chciałby teraz do niej wejść, ale wiedział, gdy ma przy sobie gitarę i ktoś jej przeszkodzi, to nie jest zadowolona. Nie, że ona wali tą gitarą w kogoś (chociaż raz to się stało), ale wtedy wiadomo, że chce być sama. Żeby nikt jej nie przeszkadzał. A gdy ona płakała przy instrumencie... wiadomo było, że nie chodzi o nic błahego.
    -Tylko nie płacz przeze mnie... - szepnął Zabini.
~~
    -Harry? T-To ty? - spytała unosząc głowę. Gdy ujrzała swojego byłego chłopaka była w szoku. - Wynoś się! - rozkazała.
    -Uspokój się Jean.
    -Ty śmiesz jeszcze mówić do mnie po imieniu, po tym wszystkim?! - warknęła. Alexander nie wiedział o co jej chodziło. Był zdezorientowany.
    -O czym ty mówisz? - zapytał.
    Dziewczyna wściekła się bardziej. Odłożyła gitarę na bok, gwałtownie wstała z łoża i podeszła do Puchona.
    -O czym ja mówię?! O CZYM?! Wypieprzaj stąd!
    -Co ci odbiło?
    -Nie słyszałeś?! Wypad! Bo ci pomogę.
    -Dobra dobra. Już wychodzę, tylko się uspokój. - wyszedł. Zamknął drzwi, a ona do nich podeszła, walnęła w nie otwartymi dłońmi, odwróciła się i opierając się o nie, zsunęła się w dół. Chwyciła się za czoło. 
    -Nie no ja nie wierzę... Jak on może nic nie wiedzieć? Czy on jest na serio taki głupi? - mruknęła cicho.

-----~~~~*~~~~-----

    Dni leciały. Tygodnie szły, a miesiące zleciały zbyt szybko. Nastał początek grudnia. Błonia były całe białe, woda zmarznięta, a wiele osób już mówiły o Balu Bożonarodzieniowym. W tym roku powinno być po raz pierwszy karaoke. Chętni się zgłaszali do zastępcy dyrektora, Seamusa. Profesor Finnigan wyszedł z Munga pod koniec września. Harry razem z Jean robił wypracowania. Chodzi o to, że się jej coś pytał, jak coś nie wiedział. Zawsze gdy skończył jakieś, to siostra westchnęła głośno i zabierała mu pergamin, by sprawdzić jego bazgroły. Zawsze miał coś źle. Już zrobiła zemstę, za to, że ją wyśmiał, że chce iść za Aurora. Odmówiła mu sprawdzenia pracy domowej z historii magi, przez co dostał ocenę Nędzną. Rodzeństwo lubiło sobie podokuczać, ale i tak byli bardzo ze sobą zżyci. A jeżeli już mowa o Malfoyównej... od tego dnia, gdy wygoniła Alexandra z swojego pokoju, nie rozmawiali ze sobą. Było to dla niej ciężkie. A w dodatku, że nic nikomu nie mówiła, co się u niej dzieje jeżeli chodzi o związki miłosne. Nie miała innego wyjścia. Musiała to robić.
    Dziewczyna wracała z lekcji. Miała transmutację razem z Puchonami. Na tej lekcji, ćwiczyli zaklęcia w parach. Była z Zabinim... próbował z nią rozmawiać, ale nie udało mu się to. Traktowała go jak powietrze.     W drodze na piąte piętro, na początku chowała swój podręcznik do torby, aż nagle na kogoś wpadła, przez co się przewróciła.
    -Uważaj jak leziesz, bo... - urwał chłopak, jak widział, kto przed nim jest. Wyciągnął ku niej rękę, jednak ona jej nie przyjęła.
    -Odwal się ode mnie Rafael... - syknęła unosząc się z podłogi. 
    -Lepiej uważaj na słowa, KOCHANIE. - ostatnie słowo powiedział ciszej, ale wyraźniej.
    -Nie mów do mnie kochanie! - warknęła. - To, że jesteśmy parą, nie oznacza to, iż cię naprawdę kocham.     A w szczególności, że ja wcale... - urwała, bo szóstoklasista uciszył ją pocałunkiem. Ona go szybko odepchnęła.
    -Spieprzaj w końcu i daj mi żyć! - krzyknęła znerwicowana. Zmierzyła w kierunku pokoju wspólnego, jednak on ją zatrzymał, łapiąc za jej łokieć. - Puść mnie!!
    -Nie myśl, że możesz mnie tak traktować. - puścił ją, ale nie odeszła. Odwróciła się bezpośrednio w jego stronę.
    -A co ty sobie myślisz? Że możesz mną pomiatać i robić co chcesz? Jesteś kretynem, dupkiem, śmieciem...
    Po chwili dotknęła swojego brzucha, który ją mocno bolał. Gryfon uderzył ją w te miejsce, po tym, jak nazwała go śmieciem.
    -I co? Dalej będziesz się mi przeciwstawiać? - zapytał cicho.
    -Mam to gdzieś! Nie myśl sobie, że jestem tchórzem, bo taka nie jestem! Żegnaj!
    -A całus na pożegnanie? - uśmiechnął się z kpiną. 
    -Chyba sobie śnisz palancie. - prychnęła.Ten podszedł do niej bliżej, po czym uniemożliwił jej oddalenie się, ponieważ ujął ją w talii i ponownie pocałował. Dziewczyna nie odwzajemniała pocałunków. Chciała się od niego odczepić. Wiedziała, że Harry miał teraz mieć Historię Magii, i będzie zmierzał tym korytarzem, gdzie teraz się znajdowała, a nie chciała, by się o tym dowiedział. Ona była z Rafaelem, ale... 
    -Jen?! - usłyszała znajomy głos.
    -Co ty wyprawiasz?! - drugi znajomy głos. Odepchnęła od siebie chłopaka i spojrzała za siebie.
    -O nie... tylko nie to... Harry i Alexan... - szepnęła do siebie. Chciała odejść od starszego Gryfona, jednak on nie popuszczał swojego uścisku, przez co musiała być blisko niego. Chłopcy do nich podeszli.
    -To nie jest tak jak myślisz Harry. - powiedziała szybko. - Ja z nim tak naprawdę nie...
    -Jesteśmy parą i się bardzo kochamy. - przerwał jej Cast.
    -Nie... Jak on mógł tak powiedzieć? My się kochamy?! Ja go nie kocham, bo to nie z mojej woli jesteśmy razem! Co wyobraża sobie ten manipulant i szantażysta? - pomyślała.Zauważyła zdziwienie u brata, a u Puchona? W oczach iskierki złości, nienawiści i gniewu. Poczerwieniał na twarzy, że miał ją bardziej czerwoną niż włosy Ginny, albo Rona. Wiedziała, że może rozpocząć się walka między nimi. 
    -Tylko się nie bijcie! - zawołała. - Puść mnie w końcu! - rozkazała swojemu "chłopakowi", co uczynił. Oddaliła się od niego. Zaciągnęła blondyna za sobą, za którym szedł szatyn. Zabini chciał teraz już wszystko wytłumaczyć. To, dlaczego się tak do niego zwraca i to, co zastał. Weszli do wspólnego salonu, skąd udali się do dormitorium dziewczyny. Gdy prefekt Huffelpuffu przekroczył próg jej pokoju, wygoniła go. On z niechęcią opuścił pomieszczenie. Malfoyowie usiedli na łóżku dziewczyny.
    -Czy ja dobrze widziałem? Czy naprawdę całowałaś się z tym... z tym...
    -...debilem? - dokończyła.
    -Nie mów tak, jednak może i nim jest, ale dlaczego? Czy ty się w nim naprawdę zakochałaś? Mi możesz zaufać.
    -Nie kocham go! - zaprotestowała. - On jest jakiś chory! A to wszystko głównie przez Alexana!
    -Naszego przyjaciela?
    -Mojego byłego chłopaka i byłego najlepszego przyjaciela. - oznajmiła.
    -Jak to "byłego przyjaciela"? To już się nie przyjaźnicie?
    -Dowiesz się w swoim czasie! Nie myśl, że jestem zabujana w Castrze! To nie jest takie łatwe, jakie ci się wydaje. Nie wiem jak ci to wyjaśnić. Musimy teraz o tym rozmawiać? Mam za chwilę eliksiry z...
    -Jean! Chodź! Bo spóźnimy się na zajęcia! - do pokoju wbiegła Jasmine. Miała na to pozwolenie, więc mogła wchodzić bez pukania. 
    -Już idę. - wstała z łoża. - Porozmawiamy o tym kiedy indziej. Nikomu o tym nie mów. A! I przekaż Zabiniemu, żeby nic o tym nie mówił, bo będzie miał ze mną do czynienia. - wzięła z szafki podręcznik i wybiegła z przyjaciółką z pokoju. 
    -Dziewczyny... Ja ich chyba nigdy do końca nie zrozumiem... No nic. Idę na historię... - pomyślał i wzruszył ramionami.

*Perspektywa pierwszoosobowa - Alexander*
    Kuźwa! Jak ona mogła to zrobić?! Jak może chodzić z tym pedałem?! Przecież kiedyś on lizał się z chłopakiem! Słyszałem o tym, ale w ogóle... jak ona może? Teraz muszę iść na historię magi... Mam to gdzieś! Odpuszczę sobie tę jedną lekcję. Podszedłem do biurka. Zacząłem skrobać na pergaminie:

Serce pęka na myśl, kiedy Ona z innym
Serce nie sługa, to wiem, kocham ją jak nigdy
Nie doceniłem co miałem, człowiek docenia jak traci
Żałuję za błędy, jak przyjdzie ta za nie zapłacić... ****

    Tak. Przyznaję się. Nadal ją kocham. Ta miłość dla mnie nie ma końca, ale... czy ona MNIE kocha? Z pewnością nie, skoro ma już chłopaka... Zrobiłem się zazdrosny, kiedy widziałem, jak on ją dotyka. Jak dotyka jej ust, które są takie miękkie... Zapamiętałem to. Zapamiętałem każdy nasz pocałunek. W parku, nad jeziorem, w Hogsmeade, w Hogwarcie... Dlaczego nie doceniłem tego jak miałem? Nie wiedziałem, że było jej ze mną źle. Musiało tak być, skoro ze mną zerwała... Nigdy tego nie zapomnę...

*Perspektywa trzecioosobowa*
    -Co się z tobą dzieje Jean? - spytała Jasmine, kiedy widziała, jak szatynka zbladła.
    -Nic. Po prostu się nie wyspałam.
    -To musiałaś się nie wyspać od września. Prawie codziennie jesteś taka blada, a kilka chwil wcześniej było normalnie. Może pójdź do pani Spart?
    Pani Spart była nową pielęgniarką w skrzydle szpitalnym. Jest to bardzo miła, troskliwa i opiekuńcza kobieta o czarnych włosach i niebieskich oczach. Przejęła tę pracę prawie od razu, kiedy pani Pomfrey umarła jedenaście lat temu.
    -Nie. Wszystko w porządku. - odpowiedziała dodając kolejny składnik do eliksiru spokoju. Mimo że warzyli go na początku, to Draco chciał, by powtórzyli to, aby tego nie zapomnieli. Profesor przechadzał się pomiędzy uczniów, zaglądając każdemu do kociołka i coś im mówił. Widocznie jakieś wskazówki. Gryfonka musiała przyznać, że jej ojciec jest lepszym nauczycielem tego przedmiotu, niż jego poprzednik, profesor Ants Sofiare. Gdy doszedł do kociołka Krukonki, mówił jej coś, by jeszcze dwa razy pomieszała według wskazówek zegara. Potem zbliżył się do córki.
    -Teraz musisz dodać kolejny składnik. - powiedział. Szatynka lekko kiwnęła głową i sięgnęła po kruszonkę, by ją później dodać do eliksiru. Myślała, że blondyn pójdzie dalej, ale nadal stał obok niej.
    -Źle się czujesz?
    -Nie... nic mi nie jest. 
    -Idź do skrzydła szpitalnego. - stwierdził na głos. Cała klasa spojrzała na nich. Popatrzyła na niego. Zauważyła w jego szaroniebieskich tęczówkach troskę. Westchnęła. Posłuchała rozkazu i wyszła z klasy. Zmierzyła przez lochy na pierwsze piętro, gdzie mieściło się skrzydło. Otworzyła drzwi.
    -Dzień dobry. - przywitała się głośno. Po chwili z bocznych drzwi wyszła pielęgniarka.
    -Co ci dolega? - spytała.
    -To jest tak... - zaczęła. - Ja uważam, że nic mi nie jest, ale moja przyjaciółka ciągle mi mówi, że jestem blada, a potem profesor Malfoy mnie tutaj wysłał.
    -Faktycznie jesteś blada moje dziecko... Chodź. - złapała ją za nadgarstek i poszły razem w stronę jednego z łóżek. - Połóż się tutaj. Zaraz zmierzę ci temperaturę i będę wiedziała, czy mam cię zatrzymać, czy mogę odesłać na zajęcia.
    -Przecież NIC mi nie jest! Proszę mnie wypuścić, bo muszę dokończyć eliksir, bo inaczej dostanę T! - zawołała.
    -Proszę mi tutaj nie krzyczeć. Zaraz wrócę. - odeszła pozostawiając dziewczynę samą w pomieszczeniu. Po chwili wróciła z termometrem w dłoniach. Zmierzyła jej gorączkę.Gdy po dwóch minutach, było wiadomo, to pani Spart była zszokowana.
    -Panno Malfoy. Proszę się przykryć i nie wstawać! - rozkazała kobieta.
    -Czy... Czy mam gorączkę? - spytała niepewnie dziewczyna.
    -I to nie niską! Przyniosę zaraz eliksir, a ty pod kołdrę! - położyła termometr na szafce nocnej. Gdy pielęgniarka znikła z pola widzenia, szatynka szybko sprawdziła ile wyszło.
    -O nie... Nie, to nie może być. Taka wysoka?
    Przerażona przykryła się. Miała nadzieję, że szybko ją zwalczy. Nie chciała tutaj spędzać dni. Musiała ćwiczyć piosenki na bal, a za trzynaście dni są jej piętnaste urodziny, które nie chce spędzić w łóżku szpitalnym. Po kilku minutach podeszła do niej brunetka, która podała eliksir Jean. Wypiła. Od razu się skrzywiła. 
    -Pani Spart... A czy szybko tą gorączkę zwalczę?
    -Nie mam pojęcia. Na pewno będziesz tutaj pięć dni. Nie jestem pewna, czy tylko tyle, skoro masz 39,7 stopni. Ten eliksir będziesz musiała zażywać co najmniej trzy razy dziennie.
    -T-Tydzień? A-Ale lekcje. Prace domowe... Notatki... 
    -Będziesz musiała to załatwić z znajomymi. Bo masz jakąś lekcję z każdym domem. Będziesz miała łatwo, bo znasz chociaż jedną osobę z danego domu. 
    -A będę mogła mieć odwiedziny?
    -Nie powinnaś mieć, ale tak, jednakże nie za długie i częste. Teraz odpocznij. Poinformuję twoich rodziców i panią dyrektor. - zakończyła. Uśmiechnęła się lekko i wyszła z skrzydła, by powiadomić o nieobecnościach czternastolatki.
    -No pięknie... Merlinie! Czy wszyscy muszą mieć rację, a ja nie? Czemu mi to się przytrafiło? - szeptała do siebie. - Notatki... Z Ślizgonów, to poproszę Harry'ego, Krukonów Jasmine, a Gryfonów Izabelle. Znam tylko jednego Puchona. Niestety... to jest Alexander.
-------------------------------------
* - fragment piosenki "Dominika i Janusz Żyłka - Zawsze we dwoje"
** - fragment piosenki "Dominika i Janusz Żyłka - Po co są marzenia"
*** - przetłumaczone z języka angielskiego. "Brayan Adams - Back To You" (zmienione także z rodzaju męskiego na żeński i na odwrót)
**** - fragment tekstu "Dymek - Proszę Wróć"
-------------------------------------
    Łapcie ten rozdział :D .
    Powiem coś całkiem szczerego... mam zamieszczone dwie sondy na blogu. Jedna jest z pytaniem, na temat chłopaka dla Jean. Zszokowało mnie to trochę, że dano dwa głosy na Rafaela (obecnie jest jeden, ale był dwa xd). Rozumiem dla Was takie zdanie, ale mi osobiście, jak sobie przypominam, co on takiego zrobił/zrobi to... szok, ale dobra...
    Akapity poprawię, jak będę na moim komputerze.
    Przypominam o zasadzie!
    "CZYTASZ=KOMENTUJESZ"
    Pozdrawiam,
    Kaja M.
    PS : Zdjęcia zamieszone w tym rozdziale, nie mają prawa, bez mojej zgody pojawić się gdzie indziej! Jest to robione w moim pokoju, więc nie życzę sobie, by ktoś to sobie dodał na bloga, bez mej zgody! Tak kulturalniej się wyrażam ;) .

7 komentarzy:

  1. Bardzo fajny rozdział, jesli chodzi o błędy zauważyłam tylko "Z Ślizgonów" - powinno być "Ze Ślizgonów" ;) Taki tam drobny błędzik, może nawet literówka, nieistotna zupełnie.
    Rozdział bardzo dobry, niemniej jednak - znowu? Serio znowu Rafael? :o Jeszcze w dodatku się całują???
    Nie wiem, jak można go lubić, no ale cóż :)
    Pozdrowionka
    Lumossy
    im-possible-dramione.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Kocham kocham kocham super rozdzial jak kazdy zresztą czytam tw. Bloga juz dlugo od poczatku prawie ale dopiero teraz zaczelam kom. zakochalam sie w tym blogu poprostu ; D

    OdpowiedzUsuń
  3. Zachowanie Canta wcięło mnie w fotel... Brak słów.
    Uwolnij Jean od tego dupka! Jean nie daj się! Alexan Ciebie kocha i na pewno Ciebie tak nie nazwał, jak Ci powiedział Cant. :) Postać Canta bije na głowe książkowego Dracona.

    Piosenki świetnie odzwierciedlają sytuacje Jean. :)

    Pozdrawiam Lily M. ;*

    OdpowiedzUsuń
  4. O.O <--- Moje oczy po przeczytaniu rozdziału.
    Głupi, głupi Rafael!
    Dlaczego Jean z nim jest, ja się pytam?
    Zgadzam sięz Lily, Alexan pewnie tego nie powiedział o Jean! To ten głupi Cant sobie wymyślił! xD
    Haha, ale rozdział świetny! :**
    Pozdrawiam i życzę dużoo weny!

    OdpowiedzUsuń
  5. super blog pisz go dalej :) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. Rozdział przeczytany na komórce, niestety dopiero teraz mogłam zasiąść do kompa.

    Eh mimo wszystko z czasem inteligencja Hermi i Dracona mnie powala :_:
    Hahaha xd I znów mi się przypomina ta nasza..."rozmowa" xd Córa się tnie, matka ryczy...Dzizes xd
    "W sercu wciąż, Chowam piękne chwile te Gdy wiosenny spacer Nasz Połączył Nas..." "Jeden chce mieć pieniądze Inny chce zdrowym być, A dla Mnie to najważniejsze, Żeby szczęśliwym być." I to co było na tym zdjęciu...Słodko *.*
    Ah ta gitara ^^
    Hah ta scena z wypracowaniem między Jean i Harrym (jej bratem) to wypisz, wymaluj Hermi i Harry (Potter) xd
    Cast -.-' Dupek do potęgi entej -.-'
    Haha, Harry kobiet nigdy nie zrozumiesz xd
    "Serce pęka na myśl, kiedy Ona z innym Serce nie sługa, to wiem, kocham ją jak nigdy Nie doceniłem co miałem, człowiek docenia jak traci Żałuję za błędy, jak przyjdzie ta za nie zapłacić..." ^^
    Ah wybacz, że piszę tu te fragmenty, ale po prostu...Eh mają w sobie to "coś".

    Twoja mam(niech Ci będzie)śka : To$ka xd ;3

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetny rozdział :) Kurcze ciekawe o co chodzi z tym Rafaelem ;/

    OdpowiedzUsuń

Pamiętasz tę zasadę? Czytasz=Komentujesz ?
Żyjcie proszę tą zasadą :) Każdy komentarz motywuje.
Jeżeli nie chcecie z swojego konta, to piszcie anonimem.
Bardzo bym się ucieszyła, gdyby czytelnicy pozostawiali po sobie ślad w postaci komentarza :*

~~Kaja Malfoy