środa, 17 kwietnia 2013

7 ~~ Obiecuję

[Draco? To ty? - spytała przez sen]


                  Nikt jej nie odpowiedział, lecz usłyszała, że ten szept zamilkł i potem ktoś zaczął płakać. 
                Dziewczyna podążyła za odgłosem, nadal nie wiedząc, gdzie się znajduje. Szła powoli przed siebie. Nagle jedna uliczna lampa się włączyła i Hermiona się ucieszyła, że już wie gdzie jest, lecz zarazem była przestraszona, bo była na... na cmentarzu.
                -Co ja tutaj robię? - pomyślała. - Jest ktoś tutaj?
                Rozejrzała się. Nawet jak świeciła lampa to i tak słabo widziała.
                -Przecież mam różdżkę. - ponownie pomyślała. Sięgnęła po różdżkę i mruknęła:
                 -Lumos. - zapaliło się światło i od razu widziała jedną postać. Ta osoba klękała przy jednym z nagrobków. Czarownica niepewnym krokiem podchodziła do nieznanej osoby. Doszła. Kucnęła obok klękającej osoby. Był to bardzo młody młodzieniec o blond włosach. Kogoś Hermionie ten chłopak przypominał. Czy to...
                -Draco? Draco Malfoy? - spytała.
                Mężczyzna nie spojrzał na nią. Tylko mruknął:
                -Przepraszam.
                Po tym słowie obrócił swoją głowę w stronę dziewczyny, lecz miał ją spuszczoną.
                -Tak... jestem Draco. - powiedział i spojrzał w jej brązowe oczy.
                Miona nie myliła się. Naprawdę był to Draco. Ale nie był taki pewny siebie. Przeciwnie! On był wprost zrozpaczony. Ona jeszcze nie widziała młodego Malfoya w takim stanie. Zaczęła mu współczuć. Przybliżył się do jej ucha i powiedział:
                -Hermiona, przepraszam cię za wszystko.
                Nagle zaczęło się wszystko powoli zamazywać. Spojrzała szybko na napis widniejący na nagrobku i zdążyła tylko przeczytać "Malfoy".
                Wszystko znikło.
                  Hermiona gwałtownie się obudziła, wstała i szybko pobiegła do kuchni wołając:
                -Ron!! Gdzie jesteś? Ron!!
                Nie odzyskała żadnej odpowiedzi. Przeszukała cały dom, ciągle myśląc gdzie jest jej ukochany. Nigdzie go nie było. Bez namysłu wybiegła na zewnątrz nie zważając uwagi na to, że nie ma założonych butów. Miała tylko swoje "kapcie". Nie wiadomo dlaczego, ale przed ich domem był tłum ludzi.
                -To niemożliwe. Przecież nigdy nie było u nas takich tłumów. O co chodzi? - pomyślała.
                Chciała się przebić przez tłum, lecz nie dało za bardzo rady, gdyż wszyscy byli bardzo blisko siebie. Oddaliła się o kilka metrów. Mając nadzieję, że w tym tłumie jest Ronald zawołała rozpaczliwie:
                -Ron!! Gdzie jesteś!! Ron!! Wróć!!
                Po zawołaniu usłyszała głos swojego przyszłego męża:
                -Przepuście mnie! Przepuście!!
                Zaczęła coraz szybciej wracać do tłumu i po chwili zaczęła już biec. Z tłumu wyłonił się już młody Weasley. Wyglądał na przestraszonego. Szybko podbiegł do swojej ukochanej.
                -Hermiona! Co się stało? Nic ci nie jest? Jak się czujesz? - spytał Ron łapiąc swoją ukochaną.
                -Czemu poszedłeś? Dlaczego zostawiłeś mnie samą? 
                -Przepraszam kochanie. Chodź do domu. Zrobię ci gorącą czekoladę.
                -OK. Chodź. - westchnęła i poszła razem z rudowłosym. 
                Wrócili razem do domu. Weszli do kuchni. Hermiona usiadła na krześle, a Ron zaczął robić gorącą czekoladę. W czasie robienia napoju Ron spytał Miony:
                -Myślałem, że będziesz spała, aż do rana. 
                -Wiesz... miałam dziwny sen. - odpowiedziała.
                -A nadal czujesz ból? 
                Hermi dopiero teraz się zorientowała, że już nie czuje żadnego bólu. Ból ustał.
                -Nie. Już ustało. - odpowiedziała.
                -A o czym śniłaś? - dopytywał i podał czekoladę Hermionie.
                Dziewczyna otworzyła już usta, ale nic nie powiedział. O czym śniła? Przecież do tej pory jeszcze pamiętała o czym śniła, aż nagle... cały sen poszedł w zapomnienie. Co było w tym śnie? Kto był w jej zapomnianym śnie. 
                -Nie pamiętam. - odpowiedziała zawiedziona.
                -Czyli znowu jakiś dziwny sen. - oznajmił rudowłosy.
                -Na to wychodzi. - stwierdziła.
                Narzeczeni zaczęli pić gorącą czekoladę.
   
             
             

                W czasie, kiedy Weasley i Granger pili gorący napój, u Dracona Malfoya panowała napięta atmosfera. Pansy się spakowała i kiedy wychodziła Draco siedział w salonie. Powiedziała na pożegnanie:
                -Żegnam się z tobą Malfoy. - wyszła i trzasnęła drzwiami wejściowymi.
                Chłopak został sam. Wstał z sofy i zaczął chodzić w to jedną, w to drugą stronę. Salon nie był ogromny. Przy ścianie stała jedna długa, czarna sofa, obok której, stały dwa fotele o perłowym kolorze. Po drugiej stronie stał wielka plazma. Zza drzwiami tarasowymi, które właśnie znajdowały się w tym pomieszczeniu, był piękny widok. Było tam lekko widać plażę. rosły piękne kwiaty. Z jednego okna widać był dom narzeczonych.
                -Znów jestem sam. - zamruczał cicho pod nosem.
                Nagle ktoś zapukał do drzwi wejściowych. Malfoy podszedł, aby otworzyć drzwi. Ku wielkiemu zaskoczeniu przyszli do niego... jego rodzice.
                -Matka? Ojciec? - spytał zdziwiony.
                -Witaj Draco. Jest mi przykro. - powiedziała jego matka, Narcyza Malfoy.
                -Dlaczego ci jest przykro? - spytał młodzieniec zdziwiony.
                -Słyszałem, że Pansy od ciebie odeszła przez jakąś inną dziewczynę. - odezwał się ojciec Dracona, Lucjusz Malfoy. Lucjusz miał długie blond włosy i czarną szatę czarodzieja. Mata zaś miała krótkie blond-czarne, spięte włosy. Była bardzo szczupła.
                -Od kogo to słyszeliście? - spytał syn.
                -Mamy pewne źródła... - odpowiedział obojętnie starszy mężczyzna. - Po prostu się dowiedzieliśmy i już.
                -Synu... czy to prawda? - zapytała Narcyza.
                -Ale co ma być prawdą? - spojrzał raz na matkę, raz na ojca. O co im chodzi?
                -To, że... zadajesz się z tą SZLAMĄ! - rzekł Lucjusz coraz bardziej podnosząc głos i bardziej wyrażał swój wyraz wściekłości. - Przecież Parkinson była znakomita. A ty wolisz się zadawać z tą Granger?
                Draco nic nie odpowiedział. Nie wiedział w ogóle, po co mieszają się w jego sprawy. Przecież już jest pełnoletni. Niestety, Malfoy nie skończył jeszcze swojej przemowy:
                -Przecież wiesz, że Pansy byłaby twoją najlepszą żoną, jaką by kiedykolwiek byś spotkał. A ty się ciągle zadajesz z szlamami? Ja ciebie synu nie poznaję. Czy tak z matką cię wychowaliśmy? Ja głupiego czarodzieja?!
                -Lucjusz! To nasz syn! Jak możesz tak do niego mówić! - odezwała się matka
                -Gdyby to byłby mój syn, to by się nie zadawał z takimi czarodziejami, którzy przynoszą nam, nam czarodziejom czystej krwi, wielkiej hańby! - potem zwrócił się bezpośrednio do Dracona. - Nie jesteś już moim synem.
                Młodzieńca kompletnie zamurowało. "Nie jesteś już moim synem" . Ciągle te słowa już huczały mu po głowie. Czy to naprawdę właśnie powiedział jego własny ojciec? Czy naprawdę wyrzekł się niego jego ojciec? Dlaczego? Przecież...
                -LUCJUSZ!! Jak mogłeś coś takiego powiedzieć? Jeżeli się go wyrzekłeś to i wyrzekasz się mnie! - kobieta straciła nad sobą równowagę. - Myślisz, że trzeba tak postępować? NIE! NIE MOŻNA tak postępować!
                -Narcyza! Nie mieszaj się do tego! To nie jest twoja sprawa!
                -Jak nie jest? To przecież mój syn. I twój też!
                -Ile razy mam mówić, że nie mam już syna. - wybuchnął Lucjusz. - A teraz pozwól mi coś załatwić. Odsuń się, albo wracaj do Dworu.
                -Nigdzie się stąd nie ruszam! Nie wygonisz mnie stąd!
                -No dobrze. Ale nie próbuj mnie powstrzymywać! Odsuń się!
                Czarownica z niechęcią się odsunęła i usiadła na sofie w salonie trzymając się za czoło.
                -Słuchaj! Muszę to zrobić! To już koniec. - powiedział chłodno Lucjusz.
                -No przecież i tak już się mnie wyrzekłeś. Więc jest to już koniec. - odpowiedział młody.
                -Nie o to chodzi. Muszę ciebie załatwić, bo nie toleruję czegoś takiego jak to, że ktoś przynosi hańbę wśród normalnych czarodzieji! - zaczął powoli wyciągać swoją różdżkę i skierowywać ją w stronę blondyna. - Muszę to zrobić. - zadrżała mu ręka.
                -Czy... czy ty chcesz mnie... zabić?
                Narcyza szybko przybiegła do chłopaków. Potem zwróciła się do męża.
                -Czy ty naprawdę chcesz to zrobić? Przecież my go kochamy!
                -Ja go już nie kocham. Mnie też nikt nie kochał. - zaczęły mu się zbierać łzy.
                -Mężu... nie rób tego. Błagam!
                -Muszę. - odepchnął kobietę i nadal trzymał skierowaną różdżkę. - Żegnaj chłopcze... Avada Kedavra!
                Z końca różdżki zapłonęło zielone światło. Ktoś głośno krzyknął "NIE!". Światło znikło, lecz... Draco stał na nogach. Cały i zdrowy. Był tylko wstrząśnięty. Nie on był martwy. Na podłodze leżało martwe ciało...
                 -Mamo!! - krzyknął Draco i klęknął przy mamie, przytulając jej martwe ciało. - Mamo!! Nie bądź martwa!! Czemu nie dałaś mu mnie zabić? Dlaczego musiałaś zginąć za mnie?! - potem zwrócił się wściekły do czarodzieja - Dlaczego to zrobiłeś?! Nie umiałeś myśleć? Musiałeś to zrobić w jej obecności?
                Nie otrzymał odpowiedzi. Lucjusz Malfoy stał jak osłupiały z otwartymi ustami, lecz miał już spuszczoną różdżkę.
                -Co tutaj tak stoisz?! Zrób coś! Uratuj ją!! - krzyknął prosto w oczy swojego ojca.
                -N...nie idzie j...już jej u...ura...uratować.
                -NIC NIE JEST NIEMOŻLIWE!!! - wołał. - Masz ją ożywić!!
                Mężczyzna milczał. Wyszedł z domu i aportował się.
                -Mamo! Dlaczego? Mogłaś pozwolić mnie zabić! - płakał blondyn i przytulał bardzo mocno swoją jedyną matkę. Może nie okazywała mu czułości, ponieważ nie była tego nauczona, ale wiedział, że jest on dla niej najważniejszy. Dlaczego ona musiała to zrobić?
                -NIEEEEEEEEE!!!!! DLACZEGOOO??!! DLACZEGO TO ZROBIŁEŚ??!! - krzyczał na cały głos młodzieniec, że aż było go słychać w sąsiedztwie.

                 Krzyk chłopaka usłyszała Hermiona. Przestraszyła się i potłukła szklany kubek, gdzie miała już drugą porcję gorącej czekolady.
                -Ron? Słyszałeś te krzyki?
                -Jakie krzyki? O czym ty mówisz? - spytał.
                -Nie słyszałeś?
                -No... Nie. - bardziej się zdziwił. - Czy przypadkiem słyszysz jakieś głosy po... - urwał, bo i teraz usłyszał:
                -ZABIJĘ GO! POMSZCZĘ CIĘ! DLACZEGO ON TO ZROBIŁ?! - krzyk zamienił się w bardzo głośny płacz.
                -Teraz to powinieneś słyszeć. - stwierdziła brązowooka.
                -Tak... słyszałem. Nie był to przypadkiem Malfoy?
                Nie wiem. Chodź. Pójdziemy sprawdzić. - stwierdziła Miona i poszła ubrać buty.
                -Zwariowałaś? - spytał Ron podchodząc do dziewczyny.
                -Nie, nie zwariowałam. - spojrzała na niego.
                -To dlaczego mamy tam iść?
                -Sprawdzić co się stało. Jeżeli nie chcesz iść ze mną to zostań i czekaj na mnie. Ja idę.
                -Dobrze. Pójdę z tobą. - ubrał buty i razem z Hermioną poszli do domu Malfoyów.
                Kiedy dotarli dziewczyna zapukała, nawet jak drzwi wejściowe były otwarte. Od razu odzyskali odpowiedź, ale to nie był zwykły głos. Draco wydał z siebie krzyk wraz z płaczem:
                -WON!! NIE WCHODZIĆ!!
                Hermi spojrzała na Rona, a on na nią.
                -Słyszałaś go. Mamy się wynosić. Chodź. - stwierdził.
                -Nie. Powiedział tak, ale może potrzebuje pomocy. Chyba słyszałeś, że miał zrozpaczony głos.
                -No to wchodź. Ja na serio idę. - powiedział i poszedł do domu, a Miona stała przez chwilę pod drzwiami, ale powoli poszła do salonu.
                To co zobaczyła, było po prostu... strzał prosto w serce. Zobaczyła klęczącego Malfoya przytulającego martwe ciało swojej matki. Bardzo mocno płakał.
                -D...Draco? Co się stało? - spytała powoli stojąc pod wejściem do pomieszczenia.
                -IDŹ!! ZOSTAW MNIE SAMEGO!! CHCĘ BYĆ TERAZ TYLKO Z NIĄ!! -krzyknął.
                -Draco... Mogę ci pomóc...
                -NIE!! NIE IDZIE JUŻ JEJ OŻYWIĆ!! ZABIŁ JĄ!!
                -Kto zabił twoją mamę?
                -TATA! CHCIAŁ MNIE ZABIĆ, AL JAK RZUCAŁ ZAKLĘCIE, MATKA STANĘŁA PRZEDE MNĄ I... ZABIŁ JĄ, A POTEM UCIEKŁ!! NIE MOŻESZ JEJ POMÓC!!
                -Ale mogę tobie. - oznajmiła Hermiona, której zbierały się łzy. Stała ciągle pod drzwiami salonu.
                Draco mocniej przytulił Narcyzę po czym powoli położył ciało na podłodze i wstał podchodząc do brązowowłosej. Myślała, że będzie na nią krzyczał, ale tego nie zrobił. On się do niej... przytulił.
                -Już mi pomogłaś. - powiedział bardziej ją przytulając.
                -Ale... jak? Przecież nic nie zrobiłam. - odpowiedziała zmieszana.
                -Zrobiłaś. Przyszłaś do mnie nawet jak zrobiłem ci taką krzywdę.
                -Przecież utraciłeś kontrolę. Ja ci wierzę. Mi też coś takiego niekiedy się przydarzało. Ale obiecaj mi coś.
                -Co takiego? -  ciągle tulił dziewczynę, a ona w końcu... także to uczyniła.
                -Nie próbuj się mścić na swoim ojcu. To i tak niczego już nie zmieni. Obiecaj.
                Przez chwilę nic nie odpowiedział, ale po chwili mrugnął jej do ucha:  
                -Obiecuję,
                Jeszcze na jakiś czas się przytulali, ale Hermionie się przypomniało, że Ron na nią czeka. Poszła w stronę drzwi, ale zanim wyszła powiedziała:
                -Dasz radę jutro być w pracy?
                -Nie wiem. Chyba nie.
                -Pamiętaj co mi obiecałeś i to, że jak potrzebujesz jakieś pomocy, to wiesz gdzie mnie znajdziesz.
                -Dobrze. Szkoda, że już idziesz.
                -Muszę. Na razie Draco. - powiedziała i wróciła do domu, a blondyn zamknął drzwi wejściowe.

Witam Was :) Jak widzicie jest to już kolejny rozdział opowiadania. 
Mam nadzieję, że ten rozdział, który właśnie przeczytaliście jest dla Was wystarczająco długi ;)
Mi się osobiście ten rozdział bardzo podoba, ale Waszą opinię też przyjmę.
Całuję ;*
Ginny Potter


11 komentarzy:

  1. Pierwsza, lalala!
    Już czytam! :)
    F.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podoba mi się, jest taki... emocjonalny. Czekam na więcej, nie mam uwag. Zapraszam do mnie!
      Finite
      www.wojna-zartow.blogspot.com

      Usuń
    2. Cieszę się bardzo z tego, że ten rozdział się podoba ;) Próbowałam jak najwięcej emocji zamieścić w danej sytuacji ;) A NN może będzie w następnym tygodniu ;) Ale nie jestem pewna kiedy :D
      Pozdrawiam.
      G.

      Usuń
    3. Odnośnie wypowiedzi Mionki... Chciałabym zaznaczyć, że również nie płakałam, tylko na moment odsunęłam czytanie. Ja lubię Narcyzę - była najmniej zła ze wszystkich, którzy nie mieli Znaku, ale walczyli po "złej" stronie. Po za tym jest bardzo ciekawą postacią. Chociaż wolałabym, żeby np.: Pansy wróciła i rzuciła by uratować Draco...
      Ja chcę rozdział jeszcze w tym tygodniu, jeśli się da...
      F.

      Usuń
    4. Tak jako ciekawostka ode mnie. Jak pisałam właśnie ten moment, kiedy się "ujawnia" to, że Narcyza została trafiona Avadą to przez minutę nic nie pisałam i nic nie mówiłam. Po prostu... zawsze tak robię.
      A mam pytanie. Bo napisałaś: "żeby ,np.: Pansy wróciła i rzuciła by uratować Draco". Przepraszam, ale za bardzo nie rozumiem tych słów. Nie wiem dokładnie o co chodzi. Co rzuciła i na kogo?
      I też nie wiem, czy ci chodzi, żeby Pansy wróciła w następnych rozdziałach, czy w tym rozdziale (według ciebie) by miała wrócić? Proszę o odpowiedź ;)
      G.Potter

      Usuń
    5. Ohh.. Chodziło mi o to, że mogłaby zginąć zamiast Narcyzy, choć z perspektywy czasu, gdy tak na to patrzę, to nawet "dobrze", że Cyzia zginęła. Jeśli czasami piszę niezrozumiale, to przepraszam, po prostu czytam na telefonie i na nim też komentuję - stąd też błędy bądź niedopowiedzenia. Przepraszam.
      Kiedy nowa notka?
      Zapraszam do mnie, również do skomentowania.
      www.wojna-zartow.blogspot.com
      F.

      Usuń
    6. Aha, to o to chodziło. Wiesz... przed myślą o uśmierciu Narcyzy to miałam już tak "ułożoną" fabułę, jak zrobić, aby zbliżyć Dracona i Hermionę. Myślałam najpierw o uśmierceniu Pansy, ale potem... nie układało by się za bardzo z fabułą. Nic nie szkodzi, że pisałaś niezrozumiale :) . Kiedy NN? Wiesz... za bardzo nie wiem, ale jeszcze nad nią pracuję. Spróbuję w tym tygodniu, może jutro, ale chyba mi się nie uda i dodam dopiero tak około... wtorku.
      Pozdrawiam.
      G.Potter

      Usuń
  2. Świetnie! Bardzo mi się podobało. Ta akcja... Eh... Lucjusz. Nie spodziewałam się tego po nim. Zauważyłam parę błędów, ale to normalne :D Realistyczne dialogi, dobrze opisana akcja, emocje... Nie płakałam, bo nie jestem wielką fanką Narcyzy, ale przyrzekam Ci, że gdyby tam była np. Hermiona, to beczałabym jak głupia :D
    Pozdrawiam,
    Mionka M.
    [dramione-historia.blogspot.com]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie w tym rozdziale najbardziej mi zależało, aby była ta scena. Myślałam, żeby to zrobić przy oczach Hermiony, ale pomyślałam, że zrobię tak jak zrobiłam ;)

      Usuń
  3. Ooo nieźle. Nie myślałam że Lucjusz jest do tego zdolny. :( Szkoda mi Malfoya...

    OdpowiedzUsuń

Pamiętasz tę zasadę? Czytasz=Komentujesz ?
Żyjcie proszę tą zasadą :) Każdy komentarz motywuje.
Jeżeli nie chcecie z swojego konta, to piszcie anonimem.
Bardzo bym się ucieszyła, gdyby czytelnicy pozostawiali po sobie ślad w postaci komentarza :*

~~Kaja Malfoy