czwartek, 17 października 2013

39 ~~ Znów się pokłócili...

"Im słabszy jesteś,
tym silniejszego udajesz..."

    Od udanego urodzinowego koncertu minął tydzień. Harry'ego i Jean nie opuszczał już dobry humor. Ku szczęściu i zadowoleniu Jen, Rafael nie zbliżał się do niej przez ten cały tydzień. Jednakże sny, które miała codziennie, były już koszmarem, iż na pierwszym planie był właśnie szesnastoletni Gryfon. Gdy się jednak budziła i poznała, iż jest w swoim dormitorium i przypominała sobie słowa Narcyzy: "Nie obawiaj i nie bój się przyszłych snów. Może one będą takie realistyczne, ale nie prawdziwe." ulżyło jej. Ale... czemu ona, Jean Narcyza Malfoy, boi się tego dupka Rafaela Nicoladisa Canta? Przecież ona była z rodu Malfoyów i Potterów. Czysto krwista arystokratka. Córka Dracona i Hermiony Malfoy. Odważna i mądra Gryfonka. Siostra-bliźniaczka Harry'ego Blaise'a Malfoya. Jak uczył ich ojciec?
"Pamiętajcie dzieciaki: Jesteście Malfoyami, a z nimi się nie zadziera. Nie pozwólcie na to, by ktoś z wami zadzierał, bo tego może pożałować..."
    -Drogi Panie Rafaelu Cancie. Ogłaszam, że Szanowny Pan nie będzie miał już łatwego życia, bo ja, Jean Malfoy, odegram się za to, co Pan mi zrobił. - szepnęła sama do siebie, kiedy spoglądała na zamarzniętą taflę jeziora w hogwarckich błoniach. Obmyślała plan zemsty, ale... przecież Fred i James także coś planują... postanowiła, że dołączy się do tego planu. 
    Jak postanowiła, tak zrobiła...

~~*~~

    Harry siedział sam w swoim dormitorium i zastanawiał się, co takiego zrobić, by jego plan wcielić w życie. Nie miał pojęcia, kiedy TO zrobić, ponieważ...
    -Chwila! - powiedział patrząc przez okno w stronę jeziora, przy którym spostrzegł Jean. - Już wiem kiedy! Na balu!
    Miał już pomysł. Wiedział jak to wszystko zrobić. Zmienia plan! Harry Blaise Malfoy zrobi to, bo on czuje coś więcej do najlepszej przyjaciółki, Jasminy Elizabeth Finnigan.

~~*~~

    Kiedy wróciła od Freda i Jamesa, zmierzyła do swojego dormitorium, by napisać trochę opowiadania. Po kilku minutach usłyszała stukanie w oknie. Spojrzała w tamtą stronę. Była to płomykówka. Dziewczyna otworzyła okno. Sówka wleciała do środka, opuściła na łóżko list i znów odleciała. Szatynka zamknęła okno, po czym podeszła do łoża. Wzięła do dłoni kopertę. Otworzyła. Wyciągnęła kartkę i przeczytała:

Rezygnuję.
Nie idę z Tobą na bal.
Kto by w ogóle chciał z Tobą pójść?
Wątpię, byś znalazła sobie jakiegoś naiwniaka w ciągu
tych czterech dni.
Życzę miłej zabawy, o ile przyjdziesz.
~R.N.C.~

    Zaczęła się uśmiechać. Nie idzie z Cantem na bal, ale... czy to ma już znaczenie? Zostały tylko cztery dni na to, by znaleźć kogoś. 
    -Nie... Nie pójdę. Z kim mam iść? Harry idzie z Jasmine. Alexander? Nie mam pojęcia... Jednak pójdę ze względu na karaoke. Najwyżej przesiedzę te kilka godzin... - powiedziała do siebie.

~~*~~

    -Zaczarowane bagietki.
    Panna Malfoy próbowała dostać się do gabinetu dyrektorki, ponieważ musiała ją o coś poprosić. Jednak posąg ani drgnął.
    -Magiczne elfy. 
    Nic.
    -Malinowe paszteciki.
    Ani jednego ruchu. Dziewczyna zaczynała się coraz bardziej wkurzać.
    -Król Lew. Zbzikowani strażnicy. Oczy dziecka. Nerwica. Obowiązki. - już się zdenerwowała i zawołała podnosząc głos. - Przez te hasło zaraz mnie kurwica złapie!
    Ku jej zaskoczeniu, posąg drgnął. Zaśmiała cicho pod nosem. Weszła na jeden z schodków i "wjeżdżała" na górę. Gdy się zatrzymała, podeszła do dużych, wejściowych drzwi, po czym zapukała.
    -Proszę. - usłyszała z gabinetu. Otworzyła wejście, weszła do wnętrza i zamknęła za sobą drzwi. Pomieszczenie w ogóle się nie zmieniło od ostatnich dni, kiedy przychodziła tutaj z Harrym, by pełnić swoją małą, codzienną pracę. Była jego "prywatnym adwokatem". Zawsze próbowała go jakoś bronić, ale nie zawsze jej się to udawało.
    -Dzień dobry pani profesor. - przywitała się uczennica.
    -Witaj Jean. - uśmiechnęła się brunetka. - Co cię do mnie sprowadza?
    -Jest taka jedna sprawa...
    -Tylko błagam cię: nie mów, że twój brat znów coś przeskrobał.
    -Spokojnie. Ja, jako jego prywatny adwokat, mogę z czystym sumieniem oświadczyć, że od tygodnia nic nie zbroił. - zaśmiała się Jen.
    -To właśnie muszę zaprzeczyć. - oznajmiła Cho, a młodej Gryfonce uśmiech zszedł z twarzy. Nie ma w ogóle pojęcia, co on ZNÓW zmalował. Dyrektorka, widząc zdziwienie prefekt naczelnej, kontynuowała:
    -Jakieś trzy dni temu, twój ojciec, usłyszał dość ostrą kłótnię. Poszedł za tymi głosami i spostrzegł właśnie Harry'ego, obok niego Alexandra Zabiniego. Zaczęli się bić z niejakim... - zastanowiła się na chwilę. - Rafaelem Nicoladisem Cantem.
    Malfoyówna chwyciła się za czoło jedną dłonią. "Znów ten debil... nie ma z nim spokoju..." pomyślała. Opuściła rękę, po czym je skrzyżowała na piersiach.
    -Co się dalej działo? - zapytała niepewnie szatynka.
    -Przyprowadził całą trójkę tutaj. Mimo obecności nauczyciela, ciągle się kłócili. Nawet Harry przeklinał w obecności waszego taty. Nie ukrywam, że gdy się tutaj z nimi zjawił, był cały czerwony po twarzy. Chłopcy usiedli na kanapie. Chwilę było spokojnie, jednak potem ponownie się przezywali. Oczywiście Harry razem z Alexandrem przeciwko Cancie. I na odwrót. O mało się tutaj nie pobili. 
    -Czy chłopcy zostali jakiś szlaban, albo...
    -Spokojnie. Nie zostali wykluczeni z prefektów naczelnych, jednak mają miesięczny szlaban. Jeszcze będę musiała porozmawiać z opiekunami domów. Czyli z Draconem i Sofie, ale także z Hermioną. Razem ustalimy szlaban. Ale... jaki jest powód twojej wizyty?
    -A no tak właśnie! - opuściła górne kończyny. - Czy mogłabym wyjść ze szkoły dzisiaj tak na jakąś godzinkę?
    -A jaki masz powód?
    -Muszę odwiedzić moją przyjaciółkę.
    -Jak ona się nazywa?
    -Kathrine Indes. - odpowiedziała szybko.
    -Pozwalam ci, jednak proszę... podaj mi adres w którym mieszka, tak na wszelki...
    -Ona nie żyje. - przerwała profesorce. To zbiło nauczycielkę z tropu.
    -Ach tak... rozumiem...
    -Dzisiaj jest jej rocznica śmierci.
    -Ale tylko na godzinkę, dobrze? Za niedługo będzie się ściemniało. 
    -A mogłabym skorzystać z Sieci Fiuu z pańskiego kominka? 
    -Oczywiście, że tak.
    Szatynka uśmiechnęła się do byłej Krukonki. Poszła na bok gabinetu, gdzie znajdował się duży kominek. Dziewczyna sięgnęła po garść proszku. Weszła do wnętrza kominka. Powiedziała głośno i wyraźnie:
    -Malfoy Residence!
    Otworzyła dłoń, wysypując magiczny proszek. Buchnął zielony ogień, a ona sama zniknęła.
    Wylądowała na podłodze w wielkim salonie w rodzinnym domu. Razem z bratem i rodzicami przeprowadziła do tego dworu, kiedy miała dwa miesiące. Rozglądnęła się po pomieszczeniu. Nic się nie zmieniło. No może... odrobina kurzu na meblach. Z sufitu zwisał wielki, krystaliczny żyrandol. Na kominku były postawione zdjęcia rodzinne. Jednakże także wiele było powieszonych. Jedną całą ścianę, przykrywały meble, przeznaczone na książki. Hermiona nadal uwielbiała czytać, a Jean po niej to odziedziczyła. Może nie w takiej wielkiej ilości, ale zawsze coś. Były także wielkie drzwi tarasowe, które właśnie wiodły na taras, ogrodzonego drewnianym płotem, oplecionym kwiatami. W salonie znajdowało się kilka kanap, dziesięć foteli i kilka stoliczków na kawę. Na samym środku, leżał ogromny, biały dywan. 
    Wyszła z pokoju gościnnego. Zanim wyjdzie z domu, postanowiła, że wejdzie jeszcze do pokoju, który dzieli z bratem. Zapomniała wziąć swoją książkę. Z szafy wyciągnęła swój szary płaszcz, który na sobie założyła. Książkę włożyła do wewnętrznej kieszeni, używając zaklęcia zwiększającego-zmiejszającego. 
    Ruszyła w stronę wyjścia. W przedpokoju założyła swoje czarne, zimowe buty. Zamknęła za sobą drzwi i zmierzyła w stronę pobliskiego kościoła, obok którego był cmentarz. Kiedy spacerowała po zaśnieżonym chodniku, wspominała wszystkie szczęśliwe chwile, które spędziła z zmarłą kumpelą. Nim się obejrzała, była już na miejscu. Odnalazła odpowiedni nagrobek i jak zawsze to robiła, najpierw przyglądała się napisu widniejącym na grobie:

Kathrine Andrine Indes
• 25 marca 2001
+ 20 grudnia 2015

Zawsze pozostanie w Naszych zrozpaczonych sercach...

    Kucnęła. Wyczarowała świeczkę, którą zapaliła. Włożyła do obudowy i postawiła na brukowej powierzchni grobu. 
    -Dlaczego ciebie już nie ma? - szepnęła do siebie. Z jej oczu zaczęły już lecieć łzy. Spuściła głowę. Nagle patrząc na śnieg spostrzegła jakieś błękitne promienie, wyłaniające się z boku. Popatrzyła w prawą stronę. Doznała lekkiego szoku. Wstała i popatrzyła się na osobę towarzyszącą. >Kathrine< uśmiechała się w stronę młodej Gryfonki, tworząc tym samym swoje piękne, charakterystyczne dołki. Posiadała ona czarne włosy jak i oczy. 
    -Dziękuję, że przyszłaś Jean. - odezwała się.
    -Kath... Tęsknię za tobą kochana.
    -Ja za tobą też Jen. Ale przecież jestem ciągle z tobą. - pokazała otwartą dłonią, na napis występujący na nagrobku. - Tutaj. - teraz dotknęła ręką miejsce, gdzie było serce. - W twoim sercu. - opuściła kończynę.
    -Umiałabyś mi w czymś doradzić?
    Ta jako odpowiedź kiwnęła głową, nadal utrzymując uśmiech.
    -Jak mogę się pozbyć Canta? To chłopak, który...
    -Widziałam wszystko co wyprawiał. Naprawdę ci współczuję Jean. Muszę cię jednak zmartwić... On nie zostawi cię w spokoju. 
    -Wiem o tym... on ma tupet. Nienawidzę go tak, jak... jak... a nie ważne. - spuściła głowę. Po chwili poczuła, jak dłoń panny Indes znalazła się na jej ramieniu. Uniosła głowę i spojrzała na twarz zmarłej.
    -Posłuchaj mnie uważnie kochana. Rozmawiałam ostatnio z twoją babcią, Narcyzą. Musisz wytrzymać i przezwyciężyć wszystkie przeciwności losu. Jesteś panną Malfoy. Z Malfoyami się nie zadziera. Pamiętasz, kiedy podczas naszego jednego z spacerów, zaczepił nas ten Tobias? Dokuczał nam, a najbardziej tobie. Powiedziałaś mu właśnie, że jesteś Malfoyówną, z rodziny, z którą nie wolno zadzierać. Pokaż to Cantowi. Jesteś przecież odważna. Bądź taką Jean, którą znam. 
    -Dziękuję ci.
    -Coś myślę, że coś innego cię gnębi. Chodzi o Alexandra?
    -Może?
    -Może jest głębokie i szerokie, a w nim mieszka ryba, co się nazywa chyba. - zaśmiała się. - O co właśnie chodzi?
    -Mam pewne wątpliwości... On jest moim najlepszym przyjacielem. Kiedyś byliśmy razem, jednak teraz znów jesteśmy tylko przyjaciółmi. Ale nie mam pewności właśnie, czy jestem jeszcze jego przyjaciółką, czy...
    -...czy nadal kimś więcej.
    -Dokładnie. Powiem ci całkowicie szczerze. Ja go kocham. Nigdy nie przestałam. Tylko nie mam pojęcia, czy mogę go kochać jako właśnie chłopaka, czy tylko jako najlepszego przyjaciela.
    -Powiem ci krótko i na temat: Tego dowiesz się za cztery dni, na Balu Bożonarodzeniowym w granicach godziny 21-22.
    -Ale czy naprawdę...
    -Za dużo tych "ale" używasz Jen. Wiem! Może spróbuj zaśpiewać teraz to, co czujesz. Co byś chciała wyznać Alexandrowi.
    -Teraz? W tej chwili? Ile piosenek?
    -Tyle ile chcesz.
    Sięgnęła ręką w stronę swojej szyi. Wyciągnęła spod płaszcza srebrny naszyjnik, który był połówką serca, na którym w całości pisało "Kocham Cię". Popatrzyła na to przez chwilę, po czym przeniosła wzrok na Kathrine, która się uśmiechała i patrzyła na nią wzrokiem "Teraz". Przed oczami znów był naszyjnik. Zamknęła oczy, ścisnęła dłoń i zaśpiewała cicho:

Kochaj Mnie, kochaj
Bądź ze Mną, bądź
I nie opuszczaj, Mnie na krok.
Kochaj Mnie, kochaj
I nigdy mniej
To wszystko, czego Pragnę.*

    -Jeszcze jest jedna piosenka... - otworzyła oczy. - Chciałam ją zaśpiewać razem z Alexanem na balu, podczas karaoke, ale nie było okazji, by go o to poprosić.
    -To zaśpiewaj teraz, proszę. Obiecuję, że to ci pomoże coś zrozumieć. - puściła jej oczko.
    Uśmiechnęła się do niej smutno. 

W gąszczu trudnych spraw
Chcę odszukać nić
Która wskaże mi
Gdzie zmierzać mam, jak żyć...
Wiem, że znajdę ją
Wiem już z kim chcę iść...
Gdy zabraknie sił
Gdy zgubię sens
Z pomocą przyjdzie chór dwóch serc...

Już wiem, miłość drogę zna
Poprowadzi mnie przez świat
Ty przy mnie, ja przy tobie
Przez mrok, ku jutrzence dnia
Świat jest lepszy gdy
Jesteś obok ty
Miłość drogę zna...

    Nagle zjawia się kolejna zjawa. Gryfonka patrzy, i spostrzegła, że to... Alexan! Łapie ją za rękę.

{ALEXANDER} Kiedyś czułem wstyd
Głupio bałem się
Że nie zdążę już
Że miłość straci sens
Że wyśmieją nas...
Dzisiaj wreszcie wiem

{RAZEM} Z nich się mogę śmiać, nie zrażą mnie
Przy tobie dobrze czuję się
Wiem, że miłość drogę zna
Poprowadzi nas przez świat...
Ty ze mną i ja z tobą
Przez mrok, ku jutrzence dnia
Świat jest lepszy gdy
Jesteś obok ty
Miłość drogę zna...
Wiem, że miłość drogę zna.

    Malfoyówna ciągle patrzyła na niego. Zebrały się jej łzy w oczach.
    -Skąd się dowiedziałeś, że tutaj jestem?
    -Spytaj się jej. - odpowiedział krótko i zniknął tak, jak się zjawił. Dziewczyny zostały same.
    -On był tutaj naprawdę, czy to zjawa? Sama nie jestem pewna.
    -Wyczarowałam go tutaj. Fizycznie był zjawą, ale duchem, był kompletnie prawdziwy.
    -A jest on tego właśnie świadomy?
    -To jego sen. Właśnie sobie śpi. - roześmiała się cicho panna Indes. - Muszę już znikać. Bądź proszę ostrożna.
    -A jak ja poznam? Jak się dowiem na tym balu?
    -Powie on coś, co zapamięta tylko odpowiedni chłopak, który naprawdę cię kocha i może być twym ukochanym. Rozpoznasz o co chodzi. - z zagadkowym uśmiechem, zniknęła. Dziewczyna patrzyła na miejsce, gdzie dopiero co stała brunetka. Zastanawiała się nad jej słowami. Po chwili spojrzała w stronę, gdzie było miejsce, na groby małych dzieci. Poszła tam. Od razu znalazła odpowiedni pomnik. Łzy ponownie zaczęły ozdabiać jej policzki, gdy przeczytała pewny napis...

Stephanie Liliann Malfoy

• 4 maja 2004+ 5 listopada 2004

Mały aniołeczek czuje się już dobrze i nic mu nie zagraża 

    -Tęsknię za tobą, mały aniołku. - szepnęła. Tak bardzo brakowało jej tej małej dziecinki. Maleńka była jej bardzo bliska. Ile razy się z nią bawiła? Prawie cały czas, jak i z Harrym. Cała rodzina była szczęśliwa, aż do tej tragedii...
    Stała nad grobem małej Stephanie kilka minut. Znów zaczął padać śnieg. Postanowiła już wrócić do Hogwartu i wejść tam, gdzie nikt nie będzie jej przeszkadzał w rozmyślaniu. Zmierzyła do domu, skąd dostała się do salonu prefektów naczelnych. Gdy widziała zdziwione i zdezorientowane twarze Jasminy i Alexandra nie umiała się powstrzymać od śmiechu.
***
    -Zachowujesz się jak baba w ciąży! - jęknął wkurzony Dracon. Właśnie znów się pokłócili i nie chodzi o nic błahego, bo w końcu...
    -Dla twojego przypomnienia, jestem w ciąży, KOCHANIE! - ostatnie słowo Hermiona zaakcentowała dość głośno i wyraźnie. Żadne z nich nie miało pojęcia, że ich jedyny syn, ich słyszy i na nich patrzy przez szparkę na klucze. Starsi Malfoyowie właśnie byli w gabinecie profesora eliksirów. Jak zwykle w lochach było dość chłodno i ponuro.
    -Zrób lepiej to, co ci powiedziałem, bo inaczej...
    -Inaczej co?! - warknęła. - Sam to zrobisz? Ja zamierzam urodzić to dziecko, a nie je usuwać!
    -A co, jak będzie tak, jak z Stephanie?!
    -Nie będzie! 
    -A skąd to niby wiesz, co?
    -Ponieważ wiem, jak temu zapobiec! Długo się nad tym wszystkim zastanawiałam, czy ci w ogóle o tym powiedzieć! Po moich wnioskach, było DUŻE prawdopodobieństwo, że się ucieszysz na tę nowinę! Ale nie! Panu Idealnemu zawsze musi coś NIE PASOWAĆ!
    -Ja się cieszę, ale...
    -Jakoś tego nie okazujesz wiesz?! 
    -...ale po prostu nie chcę, by ono miało wadę serca, jak nasze zmarłe maleństwo! - oznajmił ignorując pytanie małżonki.
    -Nie wchodzi ci do tego łba, że to wszystko przez tę pieprzoną grypę? Teraz mogę temu zapobiec! A Kaja się urodzi, czy ci się to podoba, czy nie! Ja ją kocham i nie zamierzam jej uśmiercić poprzez aborcję! Zrozum to w końcu!
    -Jean i Harry o tym wiedzą?
    -Nie mówiłam im jeszcze.
    -A kiedy zamierzasz im o tym niby powiedzieć?!
    -Chciałam zaraz po tobie. Skoro jesteś moim mężem i zarazem ojcem tego dziecka, postanowiłam, że dowiesz się o tym pierwszy!
    -Czemu się nie zabezpieczałaś? Czemu nie wzięłaś eliksiru?!
    -Przecież brałam! Widocznie on nie zadziałał, bo... - urwała.
    Drzwi do gabinetu otworzyły się gwałtownie. Stanął w nich Harry - ich syn. Zaskoczeni rodzice spojrzeli w jego stronę. Kobieta była przerażona.
    -Ty to masz wyczucie czasu, co? - burknął były Ślizgon.
    -Przecież się teraz nie bzykacie. - odparł. - Czemu chcesz tato, by mama usunęła moją małą siostrzyczkę?
    -Nie chcę po prostu, by się stało z nią to, co z Stephanie.
    -A skąd możesz wiedzieć, że tak będzie? - dopytywał.
    -Po prostu to czuję!
    -A ja kuźwa czuję, że będzie wszystko w porządku! Co jak co, ale ja, jako brat tej kruszynki, mam zawsze dobrą intuicję, która NA PEWNO JEST PRAWIDŁOWA!!
    -A skąd TY możesz o takich rzeczach wiedzieć?
    -Bo ja przypilnuję tego, by wszystko wyszło odpowiednio. Nawet jak dowiedziałem się o jej istnieniu kilka chwil temu, to już ją kocham...
    -Harry... - odezwała cicho się Hermiona. - Wyjdź proszę kochany...
    -Nie mamo. Nie wyjdę. Nie pozwolę na to, byś dokonała aborcji. - w oczach młodego Malfoya zabłysnęły pierwsze łzy, których nie wypuścił, by nie okazać słabości.
    -Błagam cię synku... zostaw nas samych. Posłuchaj mnie chociaż ten jeden raz...
    -No dobrze mamo... ale przed snem do ciebie przyjdę. Nie denerwuj się tylko proszę. - wyszedł.

~~*~~

    -Chcę pokoju, w którym będę mogła wszystko przemyśleć i niczym się nie przejmować. Chcę pokoju, w którym będę mogła wszystko przemyśleć i niczym się nie przejmować. Chcę pokoju, w którym będę mogła wszystko przemyśleć i niczym się nie przejmować. - te trzy zdania pomyślała bardzo głęboko szatynka. Chciała wejść do Pokoju Życzeń. Coś też czuła, że nie będzie tam sama. Otworzyła oczy i na ścianie zaczynały się ujawniać ogromne, ciemne drzwi. Otworzyła je. Weszła do środka, wejście samo się zamknęło i zniknęło. Pomieszczenie rozświetliło się. Znajdowała się w małym pokoju, w którym była tylko kanapa i trzy fotele. Na kanapie spostrzegła jednego chłopaka. Blond czuprynę zawsze rozpozna. Z pewnością podeszła do Harry'ego i usiała obok niego.
    -H-Harry...? - szepnęła Jean, a on uniósł głowę i spojrzał na nią. Widok jego twarzy, było ciosem prosto w serce Gryfonki. Zaczerwienione i zapuchnięte oczy od łez. Czerwone policzki. Kiepski wyraz twarzy. - Co się stało?
    -Matka i ojciec... - zachlipał. - Znów się pokłócili...
    -Och kochany... - objęła go. - Przecież oni często się kłócą, a po kilku minutach znów się godzą.
    -Tyle że to nie chodzi o nic prostego i wątpię, by się szybko pogodzili. Tata każe mamie dokonać aborcji na naszej małej siostrzyczce, Kaji. 
    Spojrzała na niego zdziwiona. Nie miała w ogóle o tym pojęcia. Hermi spodziewała się dziecka. Blondyn opowiedział jej o tym, co podsłuchał. Była zszokowana. Jednak trochę rozumiała Dracona. Bał się tego, że utraci kolejne dziecko. Ona miała te głupstwo. Stephanie wadę serca. Teraz wielka niewiadoma, czy uda się wszystko, czy jednak coś nie wyjdzie. Zaczęła cicho śpiewać, ale tak, by Ślizgon to słyszał:

Przychodzi kiedyś taki czas...
Gdy masz wszystkiego dość...
Twe żyje smutne jak ciemna noc bez gwiazd,
Gdy nie masz siły wstać... |~1~|

    Po chwili ciszy, popatrzył jej w oczy. Złapał ją za dłoń i ją uścisnął. Postanowił się odwdzięczyć. Zaczął rapować:

To ta dłoń dzięki której, tu nadal jestem,
To ta dłoń, która dawała moje spełnienie,
To ta dłoń, której uścisk znam 15 lat... |~1~|

    -Obiecaj mi siostrzyczko: Pomóż mi proszę, przekonać tatę o zmiany decyzji i tego, by się oboje zgodzili.
    -Obiecuję.
    -Dziękuję.
    Chłopak przytulił się do niej. Odwzajemniła uścisk. Teraz czuła, że zamienili się rolami. To teraz ona musi się nim zaopiekować.

=============================
* - Ich troje - Kochaj mnie kochaj
|~1~| - Dymek (feat MiGa) - Chcę poczuć miłość
-------------------------------------------
Heja kochani! :D
Szczerze to NAJTRUDNIEJ pisało mi się tę kłótnię w gabinecie Dracona.
NAJŁATWIEJ - scena w gabinecie Cho i scena na cmentarzu
40.1 rozdział będzie początkiem balu. Jeszcze na początku będą "przygotowania" do tego balu.
Co mam sądzić o tym rozdziale? Nawet mi się podoba. Tutaj najważniejsze w tym rozdziale była właśnie ta scena, która jest z Jean i Kathrine, gdy rozmawiają o Alexanie. Ale także tej kłótni, dlatego starałam się ją zrobić dość realistyczną :) .
Dedyki dla Clover, Lily M. , To$ki i Leny Malfoy.
Pozdrawiam,
Kaja Malfoy

PS: Ważna i jak dla mnie wzruszająca scena w tej notce, to jest ta w Pokoju Życzeń z bliźniakami Malfoy.

18 komentarzy:

  1. Jak zwykle cudowny rozdział :) Po prostu brak mi słów..
    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Popłakałam się.
    Płaczę i nie mogę przestać....
    Jeden z najlepszych rozdziałów tego opowiadania. :)
    Brak mi słów.
    Szok, niedowierzanie ....
    I łzy.

    Pozdrawiam Lily M. ;*
    P.S Dziękuję za dedykację! ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Doprowadziłam do łez? Serio? :o . Chyba mi idzie coraz lepiej xd
      Dzięki :**

      Usuń
  3. ejej.
    Dziewczyny powyżej napisały już wszystko. No i co ja mam teraz napisać...?
    Może tylko, że wywołujesz piękne emocje. I ta relacja Harry-Jean jest piękna, piękna, piękna.
    Lumossy

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo fajnie napisałaś ten rozdział. Płakałam przy końcówce. Naprawdę ukazałaś to w emocjonalny, piękny, realistyczny sposób. Do tego ten magiczny dobór muzyki.. Ach, po prostu cudo.:)
    Nie będę więcej słodzić.:) Wyszło genialnie.:)
    Czekam na więcej.:)
    Pozdrawiam,
    la_tua_cantante_

    amor-deliria-nervosa-dramione.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Harry i Jean = Mocna więź bliźniacza <3
      Dziękuję kochana :** <3

      Usuń
  5. Piękne i nawet wzruszające ;)
    Ach ta więź u rodzeństwa jest silna, a u bliźniąt...
    Weny:)
    Pozdrawiam,Lili :)
    panstoweasley.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Jejciu, pięknie to wszystko opisałaś *o* Życzę weny i czekam na następny rozdział ^.^
    ~Donnie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nwm czemu, ale przez wasze komentarze, chce mi się ciągle czytać ten rozdział, a potem znów komentarze xD . I tak w kółko xd
      Dziękuję ;D

      Usuń
  7. Rozdział świetny. Mam nadzieję, że mała kaja jednak przyjdzie na świat i już nie mogę się doczekać balu :)
    http://dramiona-la-fin-de-la-vie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za opinię :)
      Bal już powoli się szykuje do stworzenia :D
      Mam już go CAŁEGO obmyślonego od tak trzech miesięcy xD .

      Usuń
  8. Witaj.
    Zostałaś nominowana do Liebster Award na moim blogu!
    Gratuluję i życzę dalszych sukcesów w pisaniu!
    Więcej informacji znajdziesz tu:
    http://nowa-hermiona-granger.blogspot.com/p/blog-page_5845.html

    Lacarnum Inflamare

    OdpowiedzUsuń
  9. Jestem ciekawa co się Jean śni...
    Harry...No w końcu chłopie.! ;3
    Hahaha jebłam przy próbie odgadnięcia hasła xd
    Ta scena przy grobie Kath, gdy Jean śpiewała z Alecem *.*
    Tak czytam ten tekst piosnki na komórce i coś mi tam świta, ale jakoś nie mogłam z niczym skojarzyć...Teraz patrzę..Kuźwa przecież to z "Króla Lwa 2".! *.*
    :_: Stephanie...Przypomniała mi coś... :_: [*]
    Kurwa Draco.! Nie załamuj mnie :_:
    "Przecież się teraz nie bzykacie" Hahaha Harry i te jego teksty xd
    Ta scena w Pokoju Życzeń i te fragmenty piosenek *.*
    Dzięki za dedyk misiaku ;3

    To$ka

    OdpowiedzUsuń
  10. Ekhm...
    Sorry, ze sie tak wczepiam w watek... Ale mam zastrzezenie.
    Zle napisalas imie nienarodzonej coreczki w dopelniaczu. Jest to "Kai" a nie "Kaji". Wiem cos o tym, sama jestem Kaja i zawsze zaproszenia przychodza do Kaji :)
    Taki maly blad. Ale ogolnie rozdzial super. Jak zawsze.
    Pozdro,
    Inna Kaja.

    OdpowiedzUsuń
  11. Bardzo fajny rozdział ;) Cudowna była ta scena na cmentarzu ;) Kurcze mam nadzieję że Draco zmieni decyzję, ja rozumiem jego obawy no ale powinien też zrozumieć Hermionę ;(
    Aga W ;)

    OdpowiedzUsuń

Pamiętasz tę zasadę? Czytasz=Komentujesz ?
Żyjcie proszę tą zasadą :) Każdy komentarz motywuje.
Jeżeli nie chcecie z swojego konta, to piszcie anonimem.
Bardzo bym się ucieszyła, gdyby czytelnicy pozostawiali po sobie ślad w postaci komentarza :*

~~Kaja Malfoy