poniedziałek, 13 stycznia 2014

7 ~~ Uciekajmy od tego świata. Pójdźmy tam, gdzie stworzymy swój własny i będziemy tam tylko ty i ja

Jestem HAPPY ! <3
Macie tutaj rozdział, który ma... 8 stron w Wordzie! <3 . 
Jest tutaj początek tego wątku... Mam go już rozwinięty ;D . W sumie 27 stron w Wordzie! :D .
No to zapraszam do lektury ;3 .
Przeczytałeś? Pozostaw po sobie ślad w postaci komentarza.
------------------------------------------------
Rozdział 7
Uciekajmy od tego świata. Pójdźmy tam, gdzie stworzymy swój własny i będziemy tam tylko ty i ja

-Kiedy wracacie, Hermiono?
-Nie mam pojęcia... Jest o wiele trudniej niż sądziłam.
Szatynka rozmawiała ze swoim bratem przez kominek. Jej czekoladowe tęczówki zaszkliły się.
-To, co mu pokazuję to sobie przypomina, ale to co ze mną... Nic.
Nie odezwał się. Miał pojęcie, że to wszystko jest trudne.
-Próbowałam wszystkich możliwości, jakie tylko mi wpadły do głowy. Wszystkie możliwe próby. Wszystko na nic.
-A spróbowałaś może...?
-Tak Harry. Tak jak wtedy w trzeciej klasie, przywaliłam mu w nos.
-To był dobry strzał...
-Harry do cholery! - skarciła go.
-No co? Stwierdzam fakty.
-Nie mam na to humoru - jęknęła.
-Rozumiem cię, Herm.
Nastała cisza. Oczy bruneta były w niej utkwione.
-Jak Kaja? - spytała zmieniając temat.
-Grzeczniutka - uśmiechnął się. - Wczoraj był tutaj Harry z Jean. Mała była taka szczęśliwa, że aż podskakiwała z radości. Nie spuszczała ich z oka. Ciągle przy nich była. Odniosłem wrażenie, że boi się tego, iż i oni zapomną, kim dla nich jest.
Malfoyówna przymknęła powieki. Widziała zatroskaną i smutną minę swojej małej córeczki.
-Harry jest już zmęczony. Mała Katniss daje mu i Jasmine nieźle popalić. Takie dziecko to skarb.
-Jest taka, jaki był Harry w jej wieku. Teraz wie jak to jest.
-A gdzie jest...?
-A co z Jean? - przerwała mu.
Westchnął.
-Zależy w jakim sensie.
-Konkretnym Potter. Konkretnym.
-Takimi słowami przypomniałaś mi Snape'a - oznajmił.
-Nie gadaj mi tu o profesorze, gdy o nim nie mowa. Co jest z Jen?
-Ciągle się obwinia o to wszystko... Wczoraj razem z Gin musieliśmy ją uspakajać. Najgorzej było wtedy, gdy Harry już wrócił do domu. Została u nas na noc. Jest tutaj do tej pory.
-Nadal jest? - zaskoczyła się.
-Tak, bo... - urwał. Spojrzał gdzieś w bok. - Gdzie idziesz? Nigdzie nie wychodzisz. No i co, że nie jestem twoim ojcem? - chwila ciszy. - On cię nie pamięta! JEAN WRACAJ W TEJ CHWILI! JEAN! - Spojrzał na siostrę.
-Dobiłeś ją. Po prostu dobiłeś.
-Ja przepra...
-Nie przepraszaj mnie, tylko leć za nią!
-Trzymaj się.
Połączenie zostało zerwane.
Hermiona nie miała pojęcia, iż Draco słyszał tę rozmowę.
~*~
-Najedzony?
-Tak jakby. - Wzruszył ramionami.
-Na śniadaniu trzeba się najeść do syta - odparła. Uśmiechnęła się smutno.
-W porządku? - spytał z troską w głosie.
-Tak - skłamała. - Chodź. Już ktoś na nas czeka.
-Kto?
-Profesor Severus Tobias Snape.
~*~
-Dzień dobry... profesorze - przywitał się niepewnie.
-Witam. Nie marnujmy czasu.
-Ja będę w środku - szepnęła i odeszła.
-Im szybciej to zakończymy, tym lepiej. – Ruszył ku błoniom. – Przed rozpoczęciem roku szkolnego, kiedy ty miałeś pójść do szóstej klasy, twoja matka i ciotka Bellatrix były u mnie na Spinner's End. Złożyłem tam twojej matce Wieczystą Przysięgę. Wiesz co to takiego, prawda?
Przytaknął głową.
-Przyciągnąłem, że będę cię chronił i jeżeli nie dasz rady dokonać zadania, danego przez Czarnego Pana, będę musiał cię wyręczyć i sam to zrobić.
-Co to było?
-Zabić tamtego dyrektora, Albusa Dumbledore'a.
-Nie dokonałem tego, prawda? - przeraził się na samą myśl, iż jest mordercą.
-Nie. Byłeś za słaby. Stchórzyłeś.
-Czyli... zabił pan Dumbledore'a?
-Ciężko było cie upilnować - odparł wymijająco. - Ciągle robiłeś wszystko po swojemu. Nie pozwalałeś na jakąkolwiek pomoc. Byłeś na początku zbyt dumny z tego zadania.
-Czy zrobiłem komuś krzywdę? - zapytał lekko załamanym głosem.
-Tak. Jednakże te osoby żyją. No... może nie licząc Katie Bell, która została w tajemniczych okolicznościach zamordowana.
-Co im się stało?
-Katie dałeś zaklęty naszyjnik, który miała przekazać Dumbledore'owi. A Ronald Weasley przez "przypadek" został otruty.
-A czy...
-Idziemy do Wieży Astronomicznej - przerwał mu.
-Dlaczego akurat tam?
-Bo taki jest mój rozkaz - warknął.
~~
Byli na szczycie wieży. Widzieli krajobraz, jaki otaczał Hogwart. Był to przepiękny widok. Draco podszedł do barierki i się nachylił do przodu podziwiając widoki.
-Stąd spadł Dumbledore - odezwał się Snape.
Blondyn odwrócił się w jego stronę z przerażoną miną.
-Tutaj? Przecież... jest to najwyższa wieża!
-To tym wiem - prychnął.
-Co się tu dokładnie wydarzyło?
-Poprzez Szafę Zniknięć, którą naprawiłeś w Pokoju Życzeń, dostali się tutaj śmierciożercy. Wcześniej rozmawiałeś ze "swoim ofiarą". Nie dałeś rady go zabić. Tylko go rozbroiłeś. Musiałem cię wyręczyć i go trafiłem Morderczym Zaklęciem.
-To wszystko moja wina... - szepnął.
-Nie jest to prawda, Draco. To wina twojego ojca. Przez to, że trafił do Azkabanu podczas wakacji, Czarny Pan chciał się zemścić, zmuszając cię do bycia śmierciożercą oraz powierzeniem TEGO zadania.
~*~
 Severus i Dracon wyszli z zamku, zmierzając na błonia. Nie odzywali się. Szli ramię w ramię przed siebie. Malfoy rozmyślał nad tym, co się dowiedział od Nietoperza.
-Nie jestem zły – odezwał się, przez co były nauczyciel na niego spojrzał. – Po prostu nie pamiętam, jaki byłem wcześniej...
-Przecież wtedy pamiętałeś wszystko, co się stało – odparł Snape.
-Żałuję tego…
-Każdy czegoś żałuje, Draco. To nic dziwnego.
-Żałował pan kiedyś czegoś?
Na odpowiedź musiał dość długą chwilę czekać.
-Tak. Jednakże w tej chwili jest to nieistotne.
Blondyn już nic nie powiedział. Chciałby wiedzieć, co takiego żałował Mistrz Eliksirów, jednak… skoro powiedział, iż jest to w tej chwili nieistotne, to mu uwierzył i nie drążył tego tematu.
Zmierzyli do Hogsmeade. Obydwoje nie mieli pojęcia po co tam szli. Sev gorączkowo się nad czymś zastanawiał.
-Kremowego piwka?
Popatrzył na blondyna.
-Skąd żeś wytrzasnął te kufle?!
Faktycznie. Malfoy trzymał w dłoniach dwa kufle świeżego piwa kremowego.
-Jak pan się nad czymś rozmyślał, to po drodze wszedłem do Trzech Mioteł i zamówiłem.
-Nie piję tego – oznajmił twardo.
-No cóż… więcej zostanie dla mnie. – Zaśmiał się cicho.
Brunet przewrócił teatralnie oczami.
Przechadzali się po alejkach coraz bardziej oddalając się od Hogwartu. Niespodziewanie Mężczyzna w Czarnej Szacie gwałtownie się zatrzymał, zarazem wyciągając ręce na boki, przez co uderzył w tors towarzysza.
-Ała!
-Cicho. A tak w ogóle mógłbym mocniej – uśmiechnął się ironicznie, jednakże kąciki ust opadły tak szybko, jak się uniosły.
Patrzył przed siebie. Coś bardzo musiało przykuć jego uwagę. Draco chciał się dowiedzieć, na co się towarzysz tak gapi. Spostrzegł niedaleko jeziora jakąś kobiecą sylwetkę. Umiał doskonale wypatrzeć, że miała ona długie, ciemnobrązowe włosy, które sięgały jej do pasa i były podkręcone na końcówkach. Mógł spostrzec, iż ona wyczarowywała patronusa, którym był… lew. Severus wiedział, kto miał takiego patronusa.
-Kaja? – szepnął do siebie.
-Profesorze…? – odezwał się szarooki.
-Wracaj do Hogwartu. Muszę coś załatwić – syknął. – NO JUŻ!
Malfoy z niechęcią wrócił do zamku. Idąc, od czasu do czasu zaglądał przez ramię i spostrzegł, iż mężczyzna idzie w stronę tej dziewczyny.
~Rozpoczyna się nowy wątek~
Im bardziej się zbliżał do jeziora, tym bardziej wyraźniejsza była jej sylwetka. Spostrzegł, iż miała na sobie przewiewną, czerwoną sukienkę sięgająca jej do kolan. Był już pewny, że to musiała być jego córka. Tylko dlaczego ona tutaj stoi, skoro pięć lat temu widział, jak umierała podczas bitwy?
-Ty żyjesz – odezwał się.
Dziewczyna podskoczyła. Wszędzie rozpozna głos swojego ojca. Ostrożnie odwróciła się w bok, a Severus był coraz bliżej jeziora, obok którego stała. Zadrgała, gdy dostrzegła bardzo dobrze znany jej wyraz twarzy Severusa Snape’a. Wiedziała, iż będzie miała kłopoty.
Nie miała pojęcia co powiedzieć. Odwróciła się w drugą stronę i miała zamiar uciec, jednakże silny uścisk na ramieniu uniemożliwił jej to. W następnej sekundzie poczuła, jak… nie mogła uwierzyć w to, że ją do siebie przytulił. Jednakże po chwili, mężczyzna odsunął ją od siebie na długość ramion.
-Gdzieś ty była?! Przez pięć lat dziewczyny i matka rozpaczały, że nie żyjesz – warknął nie ukrywając swojego zdenerwowania.
-Byłam ciągle w Hogsmeade – odpowiedziała krótko.
-Nie dawałaś znaku życia – warknął. – Przecież umierałaś prawie że w moich ramionach!
Westchnęła. W oczach bruneta widziała ból, jednakże także złość. Rozumiała to.
-Pamiętasz, jak mi wtedy podałeś eliksir? – Na potwierdzenie kiwnął głową. – Zadziałał dopiero następnego dnia. Nie mam pojęcia jak. Muszę przyznać, iż byłam wtedy martwa, jednak chyba dano mi drugą szansę na naprawienie moich błędów.
-Naprawienie? Kaja! Zadałaś nam WSZYSTKIM największy ból, jakimkolwiek mogłaś nas obdarować!
Milczała.
-Powiedz mi: Jak to możliwe, że „ożyłaś” dzień później, skoro trzy dni po bitwie razem z matką cię pochowaliśmy?!
-To była „kukła” – oznajmiła. – Znalazłam gdzieś do tego zaklęcie w Dziale Ksiąg Zakazanych, jak jeszcze chodziłam do Hogwartu.
-Niby jak mogłaś tam wejść, skoro… mniejsza. Jak mogłaś takie cierpienie dać swojej jedynej matce i swoim siostrom?
-Bałam się spojrzeć wam w oczy – stwierdziła zgodnie z prawdą. Bardzo się tego bała.
-Przez pięć lat ukrywać się przed rodziną… Gdzie dokładnie byłaś?!
-Powiedziałam, że tutaj, w Hogsmeade.
-Konkrety Kaja. Chcę konkretów.
-W małym mieszkanku.
-Gdzie się znajduje? – Zniecierpliwił się. Nie dość, że takie krótkie odpowiedzi otrzymuje, to jeszcze musi więcej zadawać cholernych pytań. No cóż… łatwo nie odpuszcza.
-Nie powiem! Po co w ogóle chcesz wiedzieć?!
-Chcę wiedzieć, w jakich warunkach mieszkała moja córka przez te lata.
-Daję sobie radę, tato – mruknęła.
Świdrował nią wzrokiem. Musiał przyznać, że zmieniła się. Zaokrągliło jej się ciało w odpowiednich miejscach, policzki bardziej zarumienione, jednakże nadal miała szczupłe ciało, te same kości policzkowe, ten sam kolor włosów, a przede wszystkim czekoladowe oczy, które często były wypełnione szczęściem, radością i miłością. Teraz były napełnione smutkiem. Ale coś kompletnie się w niej zmieniło.
Chwycił ją gwałtownie za nadgarstek, i nim dziewczyna zdążyła zareagować, poczuła charakterystyczne uczucie wokół pępka.
~*~
               -I jak? Przypomniałeś sobie coś? - spytała Hermiona, kiedy spotkała go na trzecim piętrze. - Draco... Co się dzieje? - dodała zatroskanym głosem, widząc przerażoną twarz towarzysza.
               -Hermiono... Czy jestem złym człowiekiem?
               Uśmiechnęła się smutno.
               -Oczywiście, że nie. Masz dobre serce.
               -Prawie zabiłem Albusa Dumbledore'a... - odparł załamanym głosem. 
               -Ale tego nie dokonałeś.
               -Bo nie miałem odwagi. Gdybym nie stchórzył, byłbym mordercą.
               -Ale nim nie jesteś - pocieszyła go.
               -Jednak mógłbym nim być - upierał się.
               -Draco, weź się w końcu uspokój! - opieprzyła go. - Nie zabiłeś profesora Dumbledore'a i bądź z tego zadowolony.
               Nastała pomiędzy nimi cisza.
               -Gdzie jest Pokój Życzeń? - spytał.
               -Pokażę ci - uśmiechnęła się delikatnie. Ujęła jego dłoń.

~*~
               -Tośka! Avada! Domi! – zawołał ciągnąć za sobą Kaję oraz wchodząc do bardzo znanego dla obojga domu.
               -Puść mnie! – powiedziała błagalnym głosem. Obawiała się reakcji rodziny. Wyciągnęła szybko swoją różdżkę i rzuciła zaklęcie, przez co została okrytą niebieskawą peleryną. Założyła kaptur i spuściła wzrok.
               -Co się dzieje tato? – dobiegł ich głos jednej z dziewcząt. Szatynce zaczęło bardziej bić serce rozpoznając głos Avady Snape. Często jej pomagała, doradzała… miała z nią rewelacyjne relacje.
               -Przyprowadź mamę i siostrę do salonu – odpowiedział twardym głosem.
               -A kim jest…? – zaczęła Av.
               -Zaraz się dowiesz.
               Snape pociągnął za sobą towarzyszkę, prowadząc ją do salonu. Kiedy oczekiwali na pozostałą trójkę, dziewczyna wyrywała się z ścisku ojca.
               -Uspokój się w końcu – warknął.
               -Severusie… Kim jest ta osoba obok ciebie? – Usłyszeli spokojny głos. Kai zebrało się znów na płacz. Przez pięć lat nie słyszała tego kojącego dla serca głosu jej rodzicielki.
               -Lepiej usiądźcie – odparł.
               Snape’owe posłuchały go.
               -Ciągle nosicie te czarne ubrania? Po co? – sarknął.
               -My nadal jesteśmy w żałobie po śmierci Kai – odpowiedziały jednocześnie najmłodsze członkinie rodziny, nie wliczając Kai Snape.
               -Ściągaj już ten kaptur – syknął w stronę Dziewczyny w Niebieskawej Pelerynie. Przymknęła na chwilę oczy, wciągnęła powietrze i wolną ręką ściągnęła kaptur. Kobiety zszokowały się. W tym samym czasie zakryły usta i z niedowierzaniem patrzyły na przybyłą.
               -KAJA! – zawołała Avada. Wstała energicznie z kanapy i „napadła” na długowłosą. Zaszkliły im się oczy. Po pięciu latach… Po tak długiej rozłące… - Ty żyjesz… Jak… CZEMUŚ NAM TO ZROBIŁA?! – wrzasnęła na nią z wyrzutem. – MY WSZYSCY NIE MOGLIŚMY SIĘ OTRZĄSNĄC PO TWOJEJ ŚMIERCI! A PO POGRZEBIE BYŁO JESZCZE GORZEJ!!
               -Przepraszam was. Naprawdę…
               -Jak to się stało, że żyjesz? Przecież widzieliśmy jak zamykali trumnę Z TWOIM ciałem! Jak ją spuszczali w głąb grobu! – odezwała się Tośka.
               -Mamo… - i zaczęła mówić to, co opowiedziała nad jeziorem Severusowi.
               -Dlaczego do nas nie przyszłaś? Czemu nas opuściłaś? – spytała Toś z łzami w oczach.
               -Jak mówiłam: Bałam się spojrzeć wam w oczy. Nie opuściłam was. Po prostu…
               -Uciekłaś nic nam nie wyjaśniając – wtrącił się Snape.
               -Żałuję tego. Każdy człowiek w swoim życiu czegoś żałuje. 
               Nastała cisza. Cała czwórka przyglądała się brązowookiej. Kobiety nie umiały uwierzyć w to, że jednak dziewczyna, która zginęła z czyjś rąk podczas bitwy naprawdę żyje.
               -Kaja…?
               -Co jest, Av?
               -Czy ty nie jesteś przypadkiem… w ciąży?
               Nie odpowiedziała.
               -OD KIEDY?! – wrzasnęli jednocześnie rodzice.
               -Który miesiąc? – zapytały jednocześnie pozostałe siostry.
               -NIE JESTEM W CIĄŻY! – ryknęła na cały głos.
               -Wypij to. – Severus wyciągnął rękę ku stojącej nadal obok niego dziewczynie. Trzymał jakiś flakonik, który wytrzasnął nie wiadomo skąd.
               -Nie! – zawołała. Rozpoznała ten eliksir.
               -Niby dlaczego? – zapytał podejrzliwie.
               -Nie będę po prostu zatruwała mojej wątroby z eliksirami! Kiedyś się do was odezwę – mówiąc, zmierzyła do wyjścia. Zamknęła z trzaskiem drzwi wejściowe i zmierzyła już w stronę furtki. Chciała już się deportować z powrotem do miasteczka przy Hogwarcie, gdy usłyszała, jak ktoś ją woła.
               -KAJA!
               Odwróciła się.
               -Mamo… Za niedługo się do was znów odezwę. Obiecuję to. Uwierz, iż…
               -Kto jest ojcem? – wypaliła.
               -Ja nie jestem w ciąży – powiedziała dość dziwnym spokojem w głosie.
               -To dlaczego nie chciałaś wypić eliksiru wykrywającego płód?
               -Nie chciałam. Po prostu nie chciałam.
               -Musisz mieć dokładniejszy powód.
               Westchnęła.
               -Dlaczego musimy żyć? Czemu dano nam możliwość do życia? – spytała. Pani Snape nie miała pojęcia, skąd takie pytania przychodzą do głowy jej córce.
               -Żyjemy po to, by umierać. Razem.
               -Już doznałam śmierci… – mruknęła z tajemniczą barwą głosu.
               -Ale żyjesz. Wtedy eliksir zadziałał…
               -Nie o to chodzi, mamo.
               -A o co?
               Spojrzała znacząco na matkę.
               -Powiedz mi w końcu, kto jest tym ojcem – nalegała opanowanym głosem.
               W oczach młodej kobiety stanęły łzy. Bez słowa deportowała się.
~*~
                -Wow... - szepnął widząc ukazujące się czarne, mosiężne drzwi. 
               -Tutaj jest wejście do Pokoju Życzeń. Ukazuje się to, co sobie tylko zażyczymy. Nigdy właściwie niewiadomo, co tutaj możemy znaleźć.
               -Dlatego w nazwie jest słowo "życzeń" - powiedział bardziej do siebie niż do Hermiony. - Co sobie zażyczyłaś? 
               -Zobaczysz - uśmiechnęła się tajemniczo.
               Chwyciła go za dłoń. Pchnęła wejście, a im oczom ukazała się...
               -Widownia z sceną? - spytał zaskoczony.
               -Miałam na myśli tylko scenę - odparła, po czym wzruszyła dłońmi.
               -Może być niezła zabawa - zawołał i wskoczył na scenę. Jego ubiór zmienił się. - Chodź ma ukochana - zaczął teatralnym głosem - uciekajmy od tego świata. Pójdźmy tam, gdzie stworzymy swój własny i będziemy tam tylko ty i ja.
               Malfoyówna momentalnie zbladła. Właśnie Dracon Malfoy nieświadomie powtórzył słowa, które wypowiedział do niej lata temu.


  -Draco! Puść mnie i zostaw moje włosy w spokoju!

  Hermiona śmiała się radośnie. Razem z swoim narzeczonym tego pięknego styczniowego dnia, była w parku. Właśnie dopiero co stoczyli wojnę na śnieżki. Malfoy oplótł rękami talię panny Potter, a tylne kosmki jej włosów chwytał zębami i pociągał.
  -Nie trzeba było rzucić śnieżką w moje włosy - szepnął uwodzicielsko. Puścił jej włosy, jednakże nadal trzymał ją w talii.
  -Ja nie mogę w twoje włosy, ale ty możesz w mój tyłek? Dobrze zrozumiałam? - udała oburzenie.
  -Hm... Niech się zastanowię... Dobrze zrozumiałaś.
  -Ty zboczeńcu jeden! - zawołała rozbawiona.
  -Jednak zauważ, że jestem dla ciebie, a nie dla kogo innego.
  Z szerokim uśmiechem na ustach, Hermiona jednym ruchem przewróciła blondyna na plecy, mając nadzieję, iż ją puści.
  Myliła się.
  -Jesteśmy jak Romeo i Julia - odparł, gdy obydwoje upadli na białą warstwę.
  -Czyli 'zakazani' - zaśmiała się.
  -W pewnym sensie, pani Malfoy.
  -Ej! Jeszcze panna Potter!
  -Już niedługo - spojrzał jej w oczy. - Skoro porównałem nas do tamtej pary to... - Wstał. Ujął dłoń kobiety, przyciągnął do siebie i powiedział nie spuszczając wzroku z jej czekoladowych tęczówek:
  -Uciekajmy od tego świata. Pójdźmy tam, gdzie stworzymy swój własny i będziemy tam tylko ty i ja.


               Wstała energicznie z siedzenia i podbiegła do niego.
               -Powiedziałeś już kiedyś te słowa! Słowa te były wzrucone do mnie. Przypominasz sobie coś?
               Zastanowił się przez chwilę.
               -Biel... Śnieg... Para zakochanych w sobie osób... Bitwa na śnieżki... Melodyjny śpiew kobiety... Herm! Kiedy to było? - spytał rozpromieniony.
               -Koniec stycznia. Dwutysięcznego pierwszego roku!
               -Pamiętam to! - zawołał po chwili ciszy. 
               -To teraz inna scena... - westchnęła. - Powróćmy do drugiej klasy. Powiedz do mnie takue zdanie, wkładając tyle jadu, ile potrafisz.
               -Nie... Nie zrobię tego.
               -Powiedz do mnie ''Nikt cię nie pytał o zdanie, nędzna Szlamo" - wypaliła ignorując wtrącenie przybysza.
               -Nie odważę się na to...
               -Masz to powiedzieć! Jest to stan wyższej konieczności!
               -Wybacz mi za to... - Zamknął oczy, wziął głęboki wdech, uniósł powieki i spojrzał w oczy towarzyszki. - Nikt cię nie pytał o zdanie, ty nędzna... - przełknął ślinę - ...szlamo.
               W te słowo nadał tyle jadu, że sam zszokował się jego ilością. Zwiesił głowę.
~*~
-Dowiedziałaś się? – spytał Mężczyzna w Czarnej Szacie.
-Domi, Av… Idźcie do swoich pokoi – powiedziała stanowczym głosem.
-Ale… - zaczęła Avada, jednakże jej przerwano.
-Natychmiast do pokoju!
-My jesteśmy już dorosłe, więc wymagamy tego, by móc także usłyszeć coś o naszej siostrze – odezwała się Domi.
-Wiem o tym, ale muszę o tym porozmawiać z waszym ojcem. Na OSOBNOŚCI.
Spuściły głowy i posłusznie oddaliły się od rodzicielki, która zmierzyła w stronę salonu. Severus usiadł na kanapie.
-Dowiedziałaś się? – ponowił pytanie.
-Nawet nie mam pojęcia, czy faktycznie jest w ciąży – odparła.
-Sugerujesz, że jestem ślepy? Przecież było widać. Piąty miesiąc jak nic.
-Gdyby tak było, to byśmy od razu to zauważyli. – Skrzyżowała ręce na piersi.
Wywrócił oczami.
-W dodatku dziwne pytanie mi zadała… - mruknęła.
-Jakie? – Zaciekawił się.
-„Dlaczego musimy żyć? Czemu dano nam możliwość do życia?” – odpowiedziała dokładnie przypominając sobie słowa córki.
-Ciekawe dlaczego takie coś wpadło jej do głowy…
-Nie mam pojęcia. Jestem jednak pewna, że nie jest w ciąży. Powiedziałaby mi to.
Zmierzył ją wzrokiem, po czym uniósł jedną brew.
-A mi by nie powiedziała? – warknął. – Niby czemu?
-No cóż… - udała, że się zastanawia. – Przed bitwą przez lata mieliście dość… napiętą relację.
-A jak wyjaśnisz to, że nie chciała wziąć tego eliksiru? – uśmiechnął się sarkastycznie.
-Mówiła, że nie chce zatruwać sobie wątroby eliksirami – stwierdziła. Miała już powoli tego dość.
-A czy nie mówiła ci imienia ojca dziecka?
-Severusie! – zawołała opuszczając kończyny.
-Trafiłem. – Uśmiechnął się z triumfem.
Westchnęła. Opuściła ręce i zajęła miejsce obok małżonka.
-Dobra… zapytałam jej się po raz drugi, kto jest ojcem, a ona bez słowa się deportowała.
-Złożymy jej jutro wizytę w Hogsmeade – oznajmił po chwili ciszy.
~~~~~~
-Słyszałaś? – szepnęła Avada w stronę siostry. Mimo rozkazu ich matki, one się jej nie usłuchały i podsłuchały rozmowę rodziców tuż za drzwiami do pokoju gościnnego.
-Idziemy?          
-Nie teraz. Skradniemy się do miasteczka tuż po świcie – odparła Av i razem szybko uciekły do swoich pokoi.
~*~
                Po policzku Hermiony spłynęła jedna, maleńka łza. Nawet jak wymusiła na Draconie wypowiedzenie tych słów, zabolało ją to.
                -Przypominasz sobie coś z tamtego dnia? – zapytała, starając się, by jej głos brzmiał naturalnie.
                -Nie. Nic.
                Kolejna łza. I trzecia. Czwarta. Piąta. Szósta… wypuściłaby kolejną, jednakże Malfoy szybko ją do siebie przytulił. Czuł wyrzuty sumienia. Przecież poprzedniego dnia obiecał jej, iż nie wyleje przez niego ani jednej, maleńkiej łzy.
            -Nie płacz, Mionka… - szeptał. – W końcu kiedyś przyjdzie taki czas, iż sobie wszystko przypomnę i będzie tak jak dawniej.
                -Sądziłam, że sobie przypomnisz, gdy powtórzysz dokładnie tamte słowa.
                Odczepiła się od niego, jednakże ją ciągle trzymał.
                -Czyli… wtedy powiedziałem takie słowa?
                -Tak. Naprawdę pustka?
                -Naprawdę.
                -Mam do ciebie prośbę… Tylko się nie spłosz na te słowa…
                -Jaką masz prośbę?
                Wzięła głęboki wdech i patrząc w jego stalowe oczy oznajmiła:
                -Zapamiętaj mój ukochany: Zawsze jestem przy tobie, cokolwiek się stanie.
                Mężczyzna szybko przeanalizował te słowa.
                -Zapamiętam…

7 komentarzy:

  1. Nie wierze.. Kaja żyje. Tylko, żeby siostry nie zrobiły czegoś głupiego. Draco coś sobie przypomina, czyli jest wmiarę dobrze. Końcówka genialna. Sama miałam łzy w oczach.
    Dużo, dużo weny. Czekam na następny rozdział. ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie wierze Kaja żyje? Draco sobie coś przypomina więc już jest dobrze. Rozdział Genialny <3 :* ~Majka

    OdpowiedzUsuń
  3. Kaja żyje?! No super rozdział :D Czekam na następny!

    OdpowiedzUsuń
  4. NIeźle, nieźle. Ciekawa jestem jak dalej potoczy się wątek Dramione :)

    Alh.

    OdpowiedzUsuń
  5. O wow ! Ale mnie ten nowy wątek zaszokowal ! Kaja zyje? I to prawdopodobnie jest w ciąży? :D hahaha. Ale numer ! I jeszcze chwile Draco i Mionyy..Mrraau. ;* jak ja kocham ten parring. Ale sie nie moge doczekac kolejnego rozdzialu. ;p pozdrawiam znowu i weeny zycze bo jej nigdy nie za wiele. :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Draco dalej nic nie pamięta?? Ale jest taki słodki. Lubię Draco takiego. Kaja żyje. Wow. Zaitrygowałaś mnie. Czytam dalej. Pozdrawiam
    ~Olciak ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Oo kurcze Kaja żyje :D No ale jest jakiś postęp już u Dracona, coś tam sb przypomniał ;)
    Aga W :)

    OdpowiedzUsuń

Pamiętasz tę zasadę? Czytasz=Komentujesz ?
Żyjcie proszę tą zasadą :) Każdy komentarz motywuje.
Jeżeli nie chcecie z swojego konta, to piszcie anonimem.
Bardzo bym się ucieszyła, gdyby czytelnicy pozostawiali po sobie ślad w postaci komentarza :*

~~Kaja Malfoy